Rozpoczęły się zapisy na Draft Camp 2018 – obóz koszykarski z Draftem i ligą. W tym roku do rozdysponowania jest 600 miejsc, z czego aż 200 zostało zajętych już po 4 dniach zapisów. Rozmawiamy z dyrektorem sportowym, Witoldem Zygierewiczem.

 

MVP Magazyn: Co według Ciebie najbardziej przyciąga młodych zawodników do udziału w Draft Campie?

Witold Zygierewicz: Przede wszystkim gra. Ludzie uprawiają ten sport nie dlatego, że kochają treningi, tylko dlatego, że uwielbiają grać.  Rozwój techniki indywidualnej na treninigach jest istotny, ale nie wolno zapominać, że trzeba nauczyć wykorzystywać ją w trakcie meczów. Kiedy grasz wyrównane mecze, automatycznie wznosisz się na wyżyny swoich umiejętności, a to nierzadko trudno osiągnąć np. na treningu. Dzięki systemowi draftu mecze są wyrównane i każdy z tych chłopaków, nieważne, czy jest mniej, czy bardziej doświadczony, musi stanąć na wysokości zadania i ma okazję sprawdzić siebie na tle innych. Na co dzień wyniki ich drużyny zależą  nie tylko od nich – największy wpływ na to ma fakt w jakiej drużynie, w jakim mieście grasz, ile razy trenuje w tygodniu, czy w jakiej gra lidze. Tutaj przychodzą z czystą kartą i wszystko zależy od nich. Numer, z którym zostajesz wybrany to taki moment sprawdzenia samego siebie – prawdziwy sprawdzian przychodzi jednak wraz z rozpoczęciem rozgrywek.

MVP: Kto przyjeżdża na Draft Camp?

WZ: Wydaje mi się, że kiedyś, gdy planowaliśmy całe przedsięwzięcie, myśleliśmy o tym bez podziału na
zawodników klubowych, czy amatorów. Z czasem okazało się, że przyjeżdża do nas więcej
zawodników, którzy na co dzień trenują właśnie w klubach. 80% chłopaków, którzy przyjeżdżają,
trenują na co dzień. Oczywiście są też zawodnicy, którzy chcą po prostu przyjechać i pograć w miłej atmosferze. Zakres roczników jest wąski i nie ma takiej sytuacji, że maluchy rywalizują z wielkoludami.

MVP: To dobrze świadczy o całych rozgrywkach – gracze, którzy grają na co dzień w klubach zdają sobie sprawę, że przyjeżdżając do was mogą jeszcze poprawić swoje umiejętności i sprawdzić się na wysokim poziomie.

WZ: To jest to, co często tłumaczę chłopakom na obozie. Z jednej strony – mają sezon, podczas którego w większości meczów bardzo często wynik rozstrzygnięty jest już w pierwszej połowie. Z czasem robi się co raz trudniej, półfinały, czy finały grane są już na wyrównanym poziomie. Kiedy zliczymy te zacięte mecze podczas tych 8-9 miesięcy sezonu, jest ich, powiedzmy, pięć lub sześć. Później przyjeżdżają do nas na obóz i grają kilka zaciętych spotkań w przeciągu 10 dni. To tak jakby podwajali ilość meczów, podczas których muszą grać w pełni swoich możliwości.

MVP: Zapytałem o to, co przyciąga młodych zawodników do Was. Ty zwracasz uwagę przede wszystkim na to, co dzieje się na parkiecie. Tymczasem poza nim gracze także nie mogą narzekać na nudę. Sam fakt, że nagrywacie mixtejpy najlepszych zagrań, czy zbieracie statystyki to dla zawodników coś, czym mogą żyć także po obozie.

WZ: Jasne, to jest ta nagroda, którą możesz dostać za swoją ciężką pracę. W klubowej koszykówce często panuje taka mentalność – będziesz się cieszyć grą jak będziesz zawodowcem. Tymczasem frajda z własnej gry powinna nigdy się nie kończyć. Nie chodzi o pogoń za cyferkami, a o sprawdzenie własnych postępów. Statystyki i filmy oglądane przez zawodników po meczu, pokazują im, w jakim są obecnie miejscu. Oglądajac samego siebie w akcji można zdać sobie sprawę z wielu różnych rzeczy. Z drugiej strony – takie mixtejpy można wykorzystać potem na przykład starając się dostać do wymarzonego klubu, czy uczelni. Kilku chłopaków, którzy wyjechali do Stanów, prosiło nas, żeby
wysłać im film z obozu, żeby mogli pokazać swoje umiejętności.

MVP: Jakie zmiany wprowadziliście w porównaniu z minionymi edycjami?

WZ: W tym roku nie zmieniliśmy zbyt wiele. Poważniejsze zmiany przeprowadziliśmy rok temu, wprowadziliśmy kilka nowości. M.in.:   dodaliśmy możliwość dodatkowego treningu dla najambitniejszych i na dobrą sprawę chętni mają koszykówkę cztery razy dziennie. Jest poranny trening dla chętnych, potem trening umiejętności indywidualnych, popołudniu trening drużynowy, a wieczorem mecz. Teraz skupiamy się na kontynuacji i udoskonaleniu tych działań. Mamy bardzo dokładnie zorganizowany plan dnia. Jest to fajne urozmaicenie. Nie trenujemy wciąż tego samego. Dla przykładu – rano skupiamy się na technice, później ćwiczymy zagadnienia zespołowe, a wieczorem wykorzystujemy to wszystko na parkiecie podczas meczów.

MVP: Kim są trenerzy? 

WZ:  Nasi trenerzy to w wiekszościi byli zawodnicy którzy tak samo przechodzili przez kolejne etapy szkolenia aż do 3. i 2. ligi PZKosz. Jest ich w ciągu jednego lata w sumie ok. 20, trzon naszej kadry ma już przepracowanych 20 campów. Ale nie opieramy się na pojedynczych nazwiskach, tylko na systemie. Kiedy spojrzysz jak to wygląda w Stanach – nie ma jednego trenera, który seryjnie kreuje gwiazdy pokroju Jordana, czy Kobego. Koniec końców wszystko zależy od zawodnika, ale musi on dorastać w odpowiednim systemie. Mieć dużo możliwości konfrontacji, współpracować z różnymi osobami, szukać różnych rozwiązań. Dlatego w Stanach gra się szkolną koszykówkę, AAU, różne turnieje wyjazdowe. Amerykanie, którzy mieszkają w Polsce nie wybierają turniejów, które im odpowiadają – grają wszędzie, gdzie się da. Na turniejach, w lidze szkolnej, w klubie, na obozach. Ilość gier, doświadczeń, trenerów, których poznajesz – to napędza rozwój. Nie warto szukać jednego złotego środka.

MVP: Jak przebiega cały proces wybierania drużyn?

WZ:Przez pierwsze dwa dni trenujemy, trzeci dzień to Draft Day. Pierwsza część to Draft Combine, który przebiega tak samo jak w NBA – sprawdzamy wyskok, sprint, wyciskanie na ławce itp. Druga tura to testy koszykarskie – czas slalomu z kozłem, czy celność rzutów. Wieczorem gramy w losowych składach. To wszystko ogląda 8 trenerów, którzy mają już do dyspozycji liczby i własne spostrzeżenia. Na podstawie całego dnia trenerzy wybierają swoje drużyny. Wybierają w kolejności – od pierwszego, do ósmego, po czym odwracamy kolejność – dzięki temu w jednej drużynie jest pierwszy i szesnasty zawodnik, drugi i piętnasty, itd. Dzięki temu poziom się równoważy. Przez następne dni rano są treningi umiejętności indywidualnych, po południu drużynowe. Później przychodzi czas na mecz: gramy 4×15 minut, są sędziowie, liczymy statystyki, są zdjęcia, materiały wideo. Pełen profesjonalizm.

MVP: Jak utrzymujecie mobilizację zawodników i co sprawia, że po obozie wracają tak zadowoleni, że chcą za wszelką cenę wrócić do Was za rok?

WZ: Naszym zadaniem jest przede wszystkim stawianie zawodnikom wyzwań, jakim są w stanie podołać. Chcemy, żeby było ich jak najwięcej. W połowie obozu, gdy sytuacja w tabeli zaczyna się klarować, gramy dodatkowe mecze, tzw. D-League. Dzięki nim mniej zaawansowani zawodnicy mają okazję wziąć na siebie większy ciężar gry. Po kilku takich meczach widać dużą różnicę w ich pewności siebie,
gdy wracają na parkiet w głównym turnieju. Co do drugiej części pytania: przede wszystkim – naprawdę robimy to, o czym mówimy. Nie ma
czczego gadania – wykonujemy wszystko, co jest zaplanowane, dajemy zawodnikom to, czego oczekują. Dlatego większość chłopaków, którzy raz przyjadą na obóz, wraca do nas – widzą, że nie ma w Draft Camp przerostu formy nad treścią.

zdjęcia: www.draftcamp.pl/zapisy
Rozmawiał Grzegorz Kordylas
Czytaj także: Lillard: ,,Przykro mi z powodu słów Westbrooka”.