Russell Westbrook zaliczył pierwsze w tym sezonie triple-double, a nie był nawet najlepszym graczem Thunder na parkiecie. Podopieczni Billy’ego Donovana roznieśli mistrzów NBA i wyprzedzili ich w tabeli Zachodu, pozostawiając w marazmie, w jakim tkwią od kilku dni.

 

Oklahoma City Thunder – Golden State Warriors 123:95

Kevin Durant robił co mógł, by czwartej porażki z rzędu nie przyszło przeżywać Warriors przeciwko jego byłej drużynie. Bez pomocy Stephena Curry’ego i Draymonda Greena, niewiele mógł jednak zdziałać. Dwukrotny MVP Finałów rzucił 27 punktów i zebrał 14 piłek, jednak w czwartej kwarcie, podobnie jak cała drużyna, został zdominowany przez gości. Thunder wygrali czwartą kwartę 36:16, a my oglądając ją zadawaliśmy sobie na zmianę pytanie – co z defensywą i co z ofensywą Warriors?

Ani po jednej, ani po drugiej stronie parkietu, Dubs nie wyglądają jak drużyna, która rozpoczęła sezon od 10 zwycięstw w 11 meczach. Kontuzja Stepha, sprzeczka między KD i Draymondem i rażąca nieskuteczność z dystansu sprawiły, że podopieczni Steve’a Kerra po raz pierwszy pod jego wodzą przegrali cztery mecze z rzędu. Dziś w Oracle, a zdarza się to rzadko, podziwialiśmy raczej grę gości, dla których pierwsze skrzypce zagrał Dennis Schroder.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

32 punkty z ławki i nieustanna agresja i ciąg w kierunku kosza – Russell Westbrook mógł spokojnie przyglądać się z bliska i kolekcjonować cyfry do swojego pierwszego triple-double w tym sezonie (11pkt/11zb/13as). Schroder trafił 5 z 6 rzutów  z dystansu i dobrze współpracował ze Stevenem Adamsem (20pkt). Coś, do czego przyzwyczaił nas raczej Russ. Wygląda jednak na to, że już po kilku miesiącach wspólnej pracy Dennis potrafi wcielić się w rolę byłego MVP, którego zazwyczaj zastępuje.

Dla Thunder pokonanie Warriors na ich własnym terenie to miła odmiana w stosunku do porażki z Sacramento Kings, której doświadczyli 2 dni wcześniej. Schroder i spółka są w trakcie wyjątkowo udanego okresu – od 26 października przegrali tylko 2 razy i pną się w górę w tabeli Zachodu, a ich gra to co raz większa przyjemność dla oka.

Co do Warriors – Stephen Curry nie wróci wcześniej niż na poniedziałkowy mecz przeciwko Orlando Magic. Kto by pomyślał, że zespół złożony z gwiazd tak bardzo będzie potrzebował powrotu tej jednej, świecącej najjaśniej.

fot. Noah Graham
Czytaj także: Witaj w domu! James wrócił do Cleveland