Dla Jamesa Hardena pogoń za Golden State Warriors stała się życiową misją. 3 lata z rzędu The Beard bezradnie przyglądał się, jak Stephen Curry i spółka dominują Konferencję Zachodnią, podczas gdy jego Rockets odpadają na którymś etapie fazy Play Offs. Tym razem ma w składzie kompana, który jest równie spragniony sukcesów. Czy to wystarczy, by wreszcie dorwać Golden State?

 

Houston Rockets

Bilans w sezonie 2016/2017: 55-27 (3. miejsce na Zachodzie, 2:4 ze Spurs w 2. rundzie PO)

Przyszli: Chris Paul, Luc Mbah a Moute, George de Paula,
Odeszli: Patrick Beverley, Lou Williams, Sam Dekker, Montrezl Harrell

Liderów dwóch

Nie mamy wątpliwości – dla fanów, zawodników i całej organizacji Rockets, każde inne zakończenie sezonu, niż awans do Finałów będzie traktowane jako porażka. Wiosną James Harden i spółka mieli siły na pięć spotkań w serii ze Spurs. W szóstym całkowicie się posypali i znów zmuszeni byli oglądać jak ich rywale biją się o tytuł mistrza NBA. Latem Rockets poczynili ogromny krok ku zmianie tego stanu rzeczy. Chris Paul ma za sobą 12 lat gry jako niekwestionowany lider każdego zespołu, z jakim przyszło mu grać. Znając jego osobowość nie trudno odgadnąć, że będzie nim także w szatni Rockets. Ale na boisku będzie mógł polegać na drugim z liderów (choć były trener Hardena, Kevin McHale, ma co do tego poważne wątpliwości). Współpraca Harden – Paul zapowiada się równie ciekawie, co nowego trio z Oklahomy i już w meczach preseason mogliśmy zauważyć, jak obaj panowie wymieniają się rolą playmakera z korzystnym skutkiem dla całej drużyny. Mike D’Antoni zamienił Patricka Beverleya, twardego defensora, który nieźle rzuca z dystansu, na najlepszego obrońcę na pozycji PG, którego skuteczność za trzy w minionym sezonie wynosiła 41%. Paul i Harden – oto dwa nazwiska, które mają szansę wprowadzić Rockets do Finałów NBA. Aby tak się stało, muszą rozegrać jednak najlepszy sezon w swojej karierze.

Złapać Warriors

Kontynuując myśl z poprzedniego akapitu, najważniejsze pytanie tego sezonu dla Rockets brzmi – czy są w stanie podjąć równą walkę z Golden State Warriors? Ariza, Gordon, Paul, Harden, Nene – każdy z nich ma za sobą lata gry na najwyższym poziomie i z pewnością nie zabraknie im charakteru, by walczyć z mistrzami NBA. Na papierze Rockets w erze Jamesa Hardena nigdy nie byli silniejsi. Jeśli już wybiegamy w przyszłość do kolejnej wiosny, musimy jednak pamiętać, że droga do Finałów na Zachodzie jest w tym roku kręta i wyboista, a zanim Harden i spółka w ogóle spotkają się z Dubs, będą musieli pokonać Thunder, Spurs, Wolves, Pelicans, lub inną drużynę, która poświęciła lato na dogonienie reszty stawki, podobnie jak miało to miejsce w Houston. Do Texasu nie udało się sprowadzić Carmelo Anthonego. Trzecia gwiazda z pewnością dodałaby argumentów w walce z najlepszymi. Stwierdzenie, że bez trzeciego gwiazdora nie dadzą sobie rady, byłoby jednak zniewagą dla dwójki Paul-Harden.

Deszcz trójek

Mike D’Antoni nie zamierza rezygnować z taktyki, która w ostatnich latach przyniosła jego drużynie sporo zwycięstw, a także kilka rekordów NBA. W sparingu z Shanghai Sharks, Rockets oddali aż 52 rzuty za trzy. Nie był to przypadek. Cały poprzedni sezon był jednym wielkim festiwalem trójek w ich wykonaniu, a po przyjściu do drużyny CP3 ten festiwal przedłuży się o kolejne miesiące. Trzeba jednak przyznać, że połączenie umiejętności rzucania z dystansu i szczelnej obrony, w ostatnich latach wychodziło wielu drużynom na dobre. W ekipie Rockets nie brakuje ludzi, którzy łączą ze sobą oba te elementy. Pick&Rolle, trójki i nieustępliwość – tak w skrócie można podsumować koszykówkę, jaką prawdopodobnie kibice w Houston będą mieli okazję oglądać najczęściej.

Plusy i minusy Rockets:
+ Żadna drużyna w lidze nie dysponuje dwójką tak utalentowanych playmakerów. Harden i Paul dysponują bardzo wysokim koszykarskim IQ i możemy spodziewać się od nich cudów.

+ Rzuty za trzy momentami wykorzystywane są przez podopiecznych D’Antoniego nieco zbyt często, ale jest to zdecydowanie ich najgroźniejsza broń.

+ Defensywa. Po przyjściu CP3 Rockets powinni być jeszcze twardsi w obronie. W zeszłym sezonie miewali po bronionej stronie parkietu fatalne momenty. Teraz, pod okiem Paula, powinni regularnie utrudniać życie przeciwnikom.

– W zeszłym sezonie Rockets byli na 21. miejscu w procencie piłek zebranych w obronie. To sprawiało, że musieli bronić wiele dodatkowych posiadań przeciwników. Muszą nad tym popracować, jeśli nie chcą zostać pokonani na tablicach.

Typ MVP: 55-60 zwycięstw w sezonie. Finały Konferencji.

Sprawdź także: 76ers Nets Celtics Knicks Bulls | HornetsWizards Heat| Pistons Pacers | Thunder Trail Blazers | Pelicans | Spurs | Jazz | Clippers
Grzegorz Kordylas