Po obu drużynach mogliśmy spodziewać się zaciętej walki do samego końca – i się nie zawiedliśmy. Grecy, którzy w fazie grupowej wygrali tylko dwa spotkania, byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki i znalezienia się w najlepszej czwórce Europy. W drugiej połowie spotkania ich nadzieje przekreślił Aleksei Shved.

 

Shved (26pkt/5as) miał za sobą przeciętny początek spotkania, w którym miał problemy ze skutecznością. Grecy utrzymywali się na prowadzeniu przez dość długi czas, zanim były zawodnik Minnesota Timberwolves rozkręcił się w ataku i niemal w pojedynkę odrobił straty. Przez cały mecz walczył także ze swoimi stratami – w sumie zanotował ich 7 – ale gdy Rosjanom brakowało pomysłu w ofensywie wyręczał kolegów i to z półdystansu, to spod kosza, dziurawił kosz Greków.

Rosjanie przez ostatnich kilkanaście minut utrzymywali się na minimalnym prowadzeniu. W końcówce udało im się powstrzymać ataki Greków i zdominować tablice, co pozwoliło zarówno na szybkie kontry, jak i drugie szanse po zbiórkach w ataku. W pomalowanym po obu stronach nieoceniony był Timofey Mozgov (15pkt/10zb)

Na dwanaście sekund przed końcem indywidualną akcją popisał się Calathes i trafiając za trzy zniwelował stratę Greków do trzech oczek. Rosjanie zachowali jednak zimną krew i dokończyli dzieła na linii rzutów osobistych. Z tego miejsca byli z resztą dzisiaj niemal perfekcyjni. Pierwszy rzut osobisty spudłowali na trzy minuty przed końcem spotkania. Odwrotna sytuacja miała miejsce u Greków, którzy spudłowali połowę swoich rzutów z linii.

Grecy po bardzo nieprzewidywalnym turnieju wracają do domu. Od meczu z Polską pozostawili po sobie niemal wyłącznie dobre wrażenie i choć z obecnym składem śmiało mogli celować wyżej, w decydujących momentach zabrakło im wykończenia, jakim dysponowali chociażby przeciwko naszej reprezentacji.

Rosjanie czekają na rywala w półfinale. Mecz Włochy – Serbia o 20:30 naszego czasu.

Grzegorz Kordylas
fot. FIBA