Raptors po przekonującym zwycięstwie w meczu numer dwa wrócili na właściwie tory. Tym razem, grając w Amway Center w Orlando wygrali po raz kolejny i tym samym odrobili przewagę własnego parkietu. Do zwycięstwa poprowadził ich nie Kawhi Leonard, a Pascal Siakam.

 

 

 

Mimo, prowadzenia Toronto przez większość spotkania mecz nie należał do jednostronnych. Zawodnicy Orlando postawili twarde warunki i nie pozwalali rywalom odskoczyć na więcej niż 10 punktów. To głównie dzięki niesamowitej obronie. Twarda gra i wzajemna pomoc powoli stają się znakami rozpoznawczymi zespołu Steva Clifforda.

Raptors mając zdecydowaną przewagę talentu nie potrafili wyrobić sobie bezpiecznej przewagi. Przeciętne spotkanie rozegrał Kawhi Leonard. Kilka ostatnich dni nie trenował z powodu choroby i było po nim widać, że nie jest w pełni sił. Brakowało mu zarówno energii, jak i skuteczności (5-19 z gry w tym 0-3 za trzy punkty). Rolę lidera zespołu wziął na siebie ulubieniec publiczności, pochodzący z Kamerunu Pascal Siakam. Dynamiczny skrzydłowy był absolutnie wszędzie. Trafiał za trzy, wjeżdżał pod kosz i łapał alley-oopy od Lowry`ego. Swoją drogą również rozgrywający Toronto prezentuje się coraz lepiej. Pewnie kierował grą swojego zespołu (10 asyst) i po kompromitacji z pierwszego meczu, kiedy dał się absolutnie zdominować D.J. Augustinowi odzyskał energię i wiarę w siebie.

 

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W połowie trzeciej kwarty, po kolejnej dobrej akcji Vucevica (w całym meczu 22 punkty i 14 zbiórek) Magic dogonili rywala i objęli na chwilę prowadzenie. Ostatnia kwarta była wyjątkowo ciekawa. Kiedy Toronto w końcu w udało się odskoczyć na 17 punktów przewagi na 7 minut przed końcem meczu, wszystko wskazywało na to, że spokojnie dowiozą wynik. Do pracy wziął duet Vucevic i Terrence Ross (24 punkty) i Orlando niespodziewanie zniwelowali przewagę i doprowadzili do nerwowej końcówki. Na szczęście po rzucie Siakama i osobistych Leonarda udało się dowieźć zwycięstwo. Toronto zwyciężyło 98:93.

Siakam, wyraźnie najlepszy gracz meczu zakończył go z 30 punktami (w tym 3-4 za trzy), 11 zbiórkami i 4 asystami. Co również warte odnotowania grając ponad 41 minut nie miał ani jednej straty.

Toronto prowadzi 2:1. Mecz numer cztery również odbędzie się w Orlando. Jeżeli Kawhi wróci do pełni sił, a reszta zespołu zagra jak dzisiejszej nocy, to Orlando będzie piekielnie ciężko wyrównać stan rywalizacji.

 

Czytaj także: Celtics o krok od drugiej rundy
fot.Getty Images
Tomasz Kubień