Ben Simmons i Joel Embiid poprowadzili Philadelphię 76ers do pierwszego zwycięstwa w sezonie. Zespół na własnym parkiecie pewnie pokonał Chicago Bulls, którzy rozpoczęli sezon nadal będąc w bardzo głębokiej przebudowie.

 

Markelle Fultz w swoim pierwszym meczu po powrocie przed własną publicznością, otrzymał wsparcie na jakie bez wątpienia liczył. Jednak zanim odsłoni to, co naprawdę ma swoją grą do zaproponowania, drużynę prowadzić będzie dwójka Joel Embiid – Ben Simmons. Szóstki odniosły pewne zwycięstwo ogrywając Chicago Bulls 127:108. Najlepszym punktującym gospodarzy był Joel Embiid kończąc spotkanie z dorobkiem 30 punktów (9/14 FG, 12/14 FT) i 12 zbiórek. Natomiast Benowi Simmonsowi udało się to, czego nie dociągnął w spotkaniu otwierającym rozgrywki przeciwko Boston Celtics. Australijczyk zanotował na swoje konto pierwsze z wielu triple-double w bieżącym sezonie.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Spędził na parkiecie 34 minuty i w tym czasie zapewnił 13 oczek (5/8 FG, 3/3 FT), 13 zbiórek, 11 asyst, przechwyt oraz 2 bloki. Nadal nie doczekaliśmy się próby za trzy. Simmons pracował nad tym rzutem przez kilka ostatnich miesięcy, ale podchodzi do tematu bardzo ostrożnie. Zapewne będzie rzucał z dystansu tylko i wyłącznie wtedy, kiedy któryś z kolegów wykreuje mu absolutnie czystą pozycję. Co na to wszystko Bulls? Starali się odpowiedzieć grą mocno podbudowanego Zacha LaVine’a – 30 oczek (11/19 FG, 2/7 3PT), 5 zbiórek, 3 asysty, ale zabrakło im zaangażowania w obronie i drugiej strzelby. Ciekawostką na pewno fakt, że Jabari Parker wyszedł z ławki, a Kris Dunn nie zagrał “z powodów osobistych”.

Zobacz także: Olynyk pogrążył Wiz
fot. USA Today
Michał Kajzerek
@mkajzerek