Philadelphia 76ers nie chcą stracić jednej z najważniejszych postaci ,,Procesu”. Choć kontrakt Bena Simmonsa jest ważny jeszcze przez 2 lata, wczoraj 23-latek otrzymał propozycję przedłużenia go na pięć kolejnych sezonów.

 

Włodarze klubu postawili wszystko na jedną kartę i zaoferowali Benowi maksymalny kontrakt wart 170 milionów za pięć lat gry. Sporo, zwłaszcza, że na sezon 2020/21 mają ,,zabukowanych” już trzech graczy, którzy zarobią w nim minimum 27 baniek – Horforda, Embiida i Harrisa.

W Filadelfii wierzą jednak, że te inwestycje się opłacą.

Średnie wynagrodzenie Bena wyniesie więc aż 34 miliony dolarów za sezon. Póki co jego największą pensją było niecałe 6,5 miliona zarobione w tym roku. Rozgrywającego Sixers czeka więc ogromna podwyżka, ale też wzrost oczekiwań – wszyscy w Filadelfii liczą na to, że obecny skład przywróci miastu mistrzostwo NBA.

Wcześniej 76ers wzmocnili backcourt pozyskując Josha Richardsona z Miami. Cena za niego była jednak bardzo wysoka – z klubem pożegnał się Jimmy Butler. Odszedł także JJ Redick, który wybrał grę dla Pelicans. Tak czy inaczej, pierwsza piątka: Simmons-Richardson-Harris-Horford-Embiid, wygląda imponująco.

Czytaj także: Warriors odmładzają skład!