Philadelphia 76ers zamienili wczoraj Wells Fargo Center w największą imprezę na wschodzie USA. Zwycięstwo nad Miami Heat przypieczętowało znakomitą w ich wykonaniu serię i wprowadziło ich do drugiej rundy, w której czekają na rywala z pary Bucks-Celtics.

 

Miami Heat – Philadelphia 76ers 91:104

Impreza rozpoczęła się z resztą już przed samym meczem. O tym, że cała Filadelfia stoi murem za 76ers mówić nikomu nie trzeba. Wokół drużyny Bretta Browna zebrało się spore grono osób gotowych do bycia jej ambasadorami. Jedna z nich tuż przed meczem opuściła więzienne mury i rozpoczęła spotkanie symbolicznym uderzeniem w dzwon.

Meek Mill, Kevin Hart i ponad 21 tysięcy kibiców sprawiło, że Wells Fargo Center było bliskie eksplozji. Zapalnikiem była oczywiście gra ich ulubieńców, którzy już w trzeciej kwarcie przybliżyli się do upragnionego awansu.

Do przerwy mieliśmy remis po 46 i wynik pozostawał sprawą otwartą. Heat mieli problemy ze skutecznością, ale po swojej stronie parkietu nie dawali rozkręcić się gospodarzom. W trzeciej kwarcie Sixers wreszcie odnaleźli swój rytm i wypunktowali gości 34:20. Po powrocie Joela Embiida, Phila zdecydowanie przewyższała swoich rywali talentem i w każdym meczu kwestią czasu było, zanim zaczną wykorzystywać go w 100%.

Heat próbowali wrócić do żywych w czwartej kwarcie – dwie trójki z rzędu trafił Tyler Johnson, a D-Wade i spółka kolejnymi akcjami zmniejszali przewagę i doszli Sixers na 8 punktów. Po drugiej stronie parkietu nie potrafili jednak kontynuować swojej pogoni i z każdą minutą oddalały się ich marzenia o drugim zwycięstwie w tej serii. Święto w hali rozpoczęło się jeszcze na długo przed końcową syreną. Dwa lata temu 76ers wygrali 10 meczów w całym sezonie regularnym. Kiedy po raz ostatni awansowali do drugiej rundy play-offs, liderem drużyny był Andre Iguodala, a ich ofiarami stali się Chicago Bulls, osłabieni kontuzją Derricka Rose’a.

Dziś ta mieszanka młodzieży i weteranów odbierała gratulacje od Dwyane’a Wade’a i jest na ustach całego miasta.

Trudno nie ekscytować się ich podróżą, nawet, kiedy kibicuje się innej drużynie. Dla zespołu, który miał dopiero odbierać pierwsze lekcje w play-offach, przyszłość mogła nadejść szybciej, niż się tego spodziewaliśmy. W drugiej rundzie, w której spotkają się z osłabionymi kontuzjami Celtics, lub grającymi w kratkę Bucks, śmiało można upatrywać w nich faworytów serii. Proces, który jeszcze kilka lat temu był dla kibiców koszmarem, dziś zamienia się w piękny sen.

Grzegorz Kordylas
Czytaj także: Green wprowadza Dubs do drugiej rundy!