Kyrie Irving, Dwyane Wade, Chris Bosh, Shaquille O’Neal, Kevin Love, Ray Allen. W każdej drużynie, w której grał, LeBron James był gwiazdą numer jeden. Miał jednak obok siebie graczy, którzy w trudnych momentach potrafili wziąć na siebie odpowiedzialność i wyręczyć Króla w najważniejszych momentach meczu. Który z nich radził sobie obok Jamesa najlepiej?

 

Patrząc przez pryzmat indywidualnych umiejętności w stawce liczy się tak naprawdę dwóch graczy – Dwyane Wade i Kyrie Irving. To z D-Wadem u boku James wygrał swoje pierwsze mistrzostwo NBA, powtarzając ten wyczyn rok później. W 2012 roku, w serii przeciwko OKC Thunder, Flash notował średnio ponad 22 punkty na mecz. Wcześniej Heat po 7 meczach wyeliminowali Boston Celtics. Z dzisiejszej perspektywy śmiało możemy napisać, że była to kluczowa seria w karierze Jamesa, który nadal był bez pierścienia. Z Wadem u boku stworzył jednak najbardziej dominującą parę w ówczesnej NBA, a my do dziś możemy wspominać spektakularne zagrania, które zdobiły tamte rozgrywki.

Druga przygoda tej dwójki nie była do końca udana. Wade po raz pierwszy w karierze musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, a Cavs zawodzili. W efekcie w lutym Koby Altman, LeBron James i Dwyane wspólnie podjęli decyzję, by 36-latek wrócił do Miami, gdzie spędził większą część swojej kariery. Problemy Cavaliers nie wzięły się znikąd – latem opuścił ich Kyrie Irving. Zanim to zrobił, sporo napracował się, byśmy to jego uważali za najlepszego partnera, z jakim LeBron James miał okazję grać.

Historyczne mistrzostwo dla Cleveland było dziełem całej drużyny, ale to gwiazdy Jamesa i Irvinga świeciły tej wiosny najjaśniej. W 2015 roku Kyrie nabawił się kontuzji i w Finałach oglądaliśmy głównie Matthew Dellavedove. Rok temu rozgrywający Cavs toczył znakomite boje ze Stephenem Currym, jednak Warriors byli wtedy zbyt silni, by ekipa Tyronna Lue mogła im się przeciwstawić.

Choć dominacja Jamesa podczas swojego drugiego epizodu w Cleveland była niepodważalna, trudno wyobrazić sobie trzykrotnych finalistów NBA bez Irvinga na jedynce. Grając u boku LeBrona przez 3 lata, Kyrie notował średnio ponad 22 punkty na mecz. Zdarzały mu się mecze genialne, jak choćby ten ze Spurs, w którym praktycznie w pojedynkę poprowadził Cleveland do zwycięstwa zdobywając 57 punktów. Zarówno Irvinga jak i Wade’a wyróżnia fakt, że obecnością Jamesa nie byli przytłoczeni i nie wpływała ona negatywnie na ich postawę na boisku. Kiedy LeBron przybywał do Miami, Wade od lat był liderem Heat i mimo dominacji LeBrona na boisku nie stracił swojej pozycji. Irving zaczął grać u boku Jamesa w wieku 22 lat. Choć to właśnie 4-krotny MVP wpłynął na rozwój Kyriego w największy sposób, jego styl gry, a przede wszystkim decyzja o tym, by opuścić Cleveland dowodzą, że 25-letni obecnie zawodnik ma zadatki na lidera z prawdziwego zdarzenia.

Oprócz ww. dwójki James miał okazję grać u boku naprawdę wybitnych zadaniowców, którzy idealnie uzupełniali jego styl gry. Zydrunas Iglauskas, Shane Battier, James Jones, Matthew Dellavedova, będący u schyłku kariery Ray Allen, JR Smith, czy Mario Chalmers potrafili wznieść się na wyżyny swoich możliwości i pojedynczymi zagraniami zadecydować o losach najważniejszych spotkań. Pośród nich była także dwójka zawodników, których przed dołączeniem do Jamesa uważano za supergwiazdy, by kilka miesięcy później poddawać ich wolę walki w wątpliwość.

Kevin Love przed przyjściem do Cleveland uważany był za jednego z najlepszych skrzydłowych XXI wieku. Rok w rok niemal w pojedynkę walczył w barwach Timberwolves o awans do play-offs, notując statystyki na niewyobrażalnym poziomie, jak choćby pierwsze od niemal 30 lat 30 punktów i 30 zbiórek w jednym meczu. Po dołączeniu do Cavaliers Love jakby zatracił swoją pewność siebie, często zawodząc w najważniejszych momentach. Do tego doszły kontuzje, a kilka miesięcy temu opowiedział o tym, jak podczas swojej koszykarskiej kariery równolegle zmaga się z depresją. W przypadku Chrisa Bosha, który koniec końców udowodnił, że zasługiwał na miano członka Wielkiej Trójki, zastrzeżenia przez niemal cały czas trwania tego projektu nie ustawały. Bosh brał jednak na siebie odpowiedzialność w meczach Finałowych, a gdyby nie jego kluczowa zbiórka i asysta, LeBron miałby dziś na swoim koncie dwa, a nie trzy pierścienie.

Obaj bronili się wynikami i, przede wszystkim, pierścieniami. Obecność Jamesa w jednej drużynie znacznie wpłynęła jednak na ich poczynania na parkiecie.

Czas na decyzję – kto według Was był najlepszym partnerem, z jakim James miał okazję grać?

Grzegorz Kordylas
fot. Sports Illustrated
Czytaj także: Mavs wracają po DeAndre?!