Kevin Durant zabrał głos w wywiadzie dla nowojorskiej stacji radiowej Hot 97. Oprócz oczywistych pytań o kontuzję i powrót do zdrowia, miał okazję porównać sytuację w Barclays Center i MSG.

Dlaczego wybrał Nets i pozwolił ich rywalom zza miedzy nadal żyć w marazmie? Jego decyzja to nie przypadek. KD nie widzi w Knicks nic pociągającego i ma wytłumaczenie, dlaczego młode gwiazdy nie brną do jednego z najpopularniejszych klubów sportowych na świecie.

Fani spoglądają na Knicks jako na wielką markę i oczekują tego samego od zawodników, choć ci w swoim życiu nie pamiętają nawet, by ten klub odnosił sukcesy. Ja widziałem Knicks w Finałach, ale dzieciaki, które wchodzą do ligi tego nie pamiętają. Cała marka Knicks nie jest dla nich taka cool jak choćby Warriors, Lakers czy Nets. Jeśli chodzi o rzeczy, które są cool – na pewno nie są to Knicks.

Po raz ostatni w Finałach Knicks zawitali w skróconym lockoutem sezonie 98/99. Wtedy mogli wydawać się najbardziej cool ekipą w lidze – przed zakończeniem sezonu Jeff Van Gundy był bliski stracenia posady, jeśli drużyna nie awansuje do play offs. Udało się rzutem na taśmę – Knicks weszli do fazy pucharowej z #8 miejsca, po czym jako druga drużyna w historii wyeliminowała #1 seed po legendarnej serii przeciwko Miami Heat.

W Finałach polegli z San Antonio Spurs. Ówczesny skład do dziś wspominany jest w Nowym Jorku z nostalgią. Ewing, Sprewell, Houston, Camby. Od tamtej pory Knicks tylko dwukrotnie przeszli przez pierwszą rundę play offs.

Latem klub nie pozyskał żadnego z upragnionych wolnych agentów. Zawodnicy, których Scott Perry ściągnął do MSG to m.in. Julius Randle, Marcus Morris, Bobby Portis i Taj Gibson.

Grzegorz Kordylas
fot. Nathaniel S. Butler/Getty Images
Czytaj także: Lowry zostaje w Toronto!