Skończył się czas nadziei, zaczął się czas wyciągania wniosków i szukania przyczyny niepowodzenia. Bez wątpienia za słabe wyniki Lakers w ogromnej mierze odpowiadają kontuzje. Nikogo nie zaskoczy jednak fakt, że wpływ na słabą postawę podopiecznych Luke’a Waltona miały również plotki transferowe.

 

Na początku lutego Los Angeles Lakers nadal liczyli się w stawce o miejsce w najlepszej ósemce konferencji. Kibice w Staples Center wierzyli w zapewnienia LeBrona i reszty zespołu, że ich czas jeszcze nadejdzie i cierpliwie czekali, aż po powrocie Jamesa do składu Lakers zaczną piąć się w górę tabeli. Choć karty nadal były w grze, mniej więcej w tym czasie rozpoczął się spadek po równi pochyłej całego zespołu. Dlaczego? Nie powinno być to dla nikogo zaskoczeniem.

Według źródeł Zacha Lowe z ESPN, morale zawodników gwałtownie spadły po tym, jak New Orleans Pelicans ujawnili oferty przedstawiane przez Magica Johnsona. Jeszcze przed zakończeniem okienka transferowego Rachel Nichols i Brian Windhorst (także ESPN) nie mieli wątpliwości, że była to zemsta klubu z Luizjany za nieczyste zagrywki Lakers w namawianiu Davisa do przenosin na południe Kalifornii:

Jak dobrze wiemy, z rozmów nic nie wynikło, a połowa zawodników z rotacji Lakers dowiedziała się, że klub gotowy jest oddać ich bez wahania, jeśli tylko AD będzie dostępny. Oczywiście NBA to biznes – nikogo nie powinno dziwić, że Lakers chcą pozyskać jednego z pięciu najlepszych graczy w lidze, kosztem choćby Balla, Kuzmy, czy Ingrama. Na młodych graczy źle podziałały jednak nie plotki transferowe, ale sposób, w jaki po całym zamieszaniu obszedł się z nimi Magic Johnson.

Legenda i obecny GM klubu ze Staples powiedział wkrótce po tym:

Przestańcie traktować ich jak dzieciaków, to profesjonaliści. Każdy z nich. Tak działa liga. Oni to wiedzą – tak to tutaj robimy.

Musimy iść dalej i tak właśnie zrobimy. […] Dajcie im kredyt zaufania. To część tej gry. Są jej dobre strony – dostajemy kasę za granie w koszykówkę, ale są też i takie momenty.

Magic miał zaplanować spotkanie, by oczyścić atmosferę w zespole, jednak sprawy nie potoczyły się tak, jakby sobie tego życzył. Na domiar złego, choć Johnson zapewniał, że to nie Lakers za tym stoją – według działaczy z Nowego Orleanu to właśnie klub z LA upublicznił szczegóły negocjacji, by wywrzeć presję na Pelicans.

Zawodnicy muszą pogodzić się z tym, że taki jest biznes. Biznesmeni – że zawodnicy to też ludzie.

fot. Kyle Terada
Czytaj także: Czy zawodnicy w NBA są nieszczęśliwi?