Jeśli myślisz o wieczorze z NBA i dostajesz takie widowisko, to musisz być zadowolony! Boston Celtics na otwarcie serii pokonali Milwaukee Bucks przed własną publicznością po niezwykle emocjonującym pojedynku, który domagał się dogrywki.

 

Boston Celtics bez Kyriego Irvinga, bez Gordona Haywarda i bez Marcusa Smarta otworzyli serię, która miała zweryfikować, czy są w stanie wycisnąć ze swojego potencjału wystarczająco dużo, by zaatakować rozpędzonych Milwaukee Bucks. Niemal cały mecz był wymianą ciosów. Momentami ekipy budowały kilkupunktowe prowadzenie, ale te natychmiast były zamykane szybkimi runami. W ten sposób mecz przeciągnął się do ostatnich sekund. Bucks przegrywali 6 punktami na 3:41 przed końcem. Gdy na zegarze pozostawało 15 sekund, Al Horford trafił dwa rzuty wolne zwiększając przewagę C’s do 3 punktów. Cztery sekundy później był remis po trójce Malcolma Brogdona.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Wtedy zaczął się koszykarski cyrk. Najpierw Terry Rozier rzutem za trzy odzyskał dla Celtics prowadzenie. W 90% przypadków, gdy na 0,5 sekundy przed końcem prowadzisz 3 oczkami, to zwycięstwo masz w kieszeni. Khirs Middleton był innego zdania. Otrzymał podanie na 10 metrów od kosza i oddał desperacką próbę wypuszczając piłkę w ostatnim momencie. Ta przecięła siatkę i zaproponowała nam kolejne pięć minut walki. Tam wielki blok Jaysona Tatuma na próbie Brogdona i skuteczność z linii wolnych Celtics, pozwoliła im przypieczętować pierwsze zwyciestwo w serii.

35 punktów, 13 zbiórek, 7 asyst Antetokounmpo, kolejnych 31 oczek i 5/7 za trzy Middletona. Ale to nie wystarczyło. Po stronie C’s 24 oczka (13/14 FT), 12 zbiórek, 4 asysty i 3 bloki Horforda. 23 punkty z 18 rzutów Roziera i z ławki 21 punktów Morrisa. Celtics zagrali kolektywem i to zadziałało.

Zobacz także: Rondo Time!
fot. Mary Schwalm
@mkajzerek
Michał Kajzerek