11 nazwisk zostało wczoraj włączonych do koszykarskiej Galerii Sław. Pięć miesięcy temu poznaliśmy wyróżnionych, którzy mogą już oficjalnie mówić o sobie Hall-of-Famer. Najgłośniejszym nazwiskiem w zestawieniu jest oczywiście Tracy McGrady.

 

15 lat w NBA, akcje, które wspominamy do dziś i miano jednego z największych talentów w historii. T-Mac nikomu nie był obojętny – wraz z Vincem Carterem tworzyli w Toronto najbardziej efektowny duet w lidze. W Orlando rzucał średnio nawet 32 punkty w sezonie 02/03. W Houston miał okazję grać w jednej drużynie z Yao Mingiem, ale to właśnie tam zaczęły się problemy z kontuzjami, które ostatecznie okazały się klątwą McGrady’ego.

Oprócz Tracy’ego do Hall of Fame wprowadzeni zostali także Zack Clayton, Nikos Galis, Mannie Jackson, Tom Jernstedt, Jerry Krause, Rebecca Lobo, George McGinnis, Tracy McGrady, Muffet McGraw i Bill Self.

Kibice, którzy pamiętają NBA z końca lat 90-tych, nie mają wątpliwości co do włączenia McGrady’ego do Galerii Sław. Trudno ocenić, kto na przełomie wieków robił w lidze większe show. Kobe Bryant, Allen Iverson, Kevin Garnett, Vince Carter? Właśnie z tym ostatnim T-Mac, który prywatnie jest z resztą kuzynem Cartera, stworzył w Toronto duet, którego kibice nigdy nie zapomną.

Pamiętacie konkurs wsadów z 2000 roku? To wtedy Vince Carter łamał prawa fizyki i zaprezentował wsady, które mało kto widział wcześniej. Tak się składa, że McGrady, który z resztą pomagał przy wykonywaniu niektórych dunków Cartera, także brał udział w konkursie. Z wsadami, które zaprezentował, prawdopodobnie wybrałby każdą edycję. Oprócz tej.

Po transferze do Orlando, McGrady miał wreszcie okazję przedstawić się reszcie świata jako lider zespołu i jego najlepszy strzelec. Już w pierwszym sezonie w barwach Magic spędzał na parkiecie ponad 40 minut na mecz, podczas których rzucał średnio niemal 27 punktów. Swój najlepszy wynik w karierze wykręcił w trzecim sezonie w Orlando, który zakończył ze średnimi 32pkt/6zb/5as. W tym sezonie miał na koncie także mecz przeciwko Nets, w którym zaliczył triple-double z 46 punktami na koncie. Na kolejne takie wyczyny musieliśmy czekać do sezonu 16/17, kiedy to James Harden i Russell Westbrook sprawili, że był to dla nas chleb powszedni.

Nie bał się pojedynków z najlepszymi, bo sam do nich należał. Bezpośrednie pojedynki z Kobe Bryantem w czasach ich prime były ozdobą tej ligi.

Dwie akcje, które najbardziej zapamiętamy z kariery T-Maca, działy się jednak, gdy McGrady był już graczem Rockets. Jedna z nich przeszła do historii nie tylko dzięki własnej efektowności, ale także komentarzowi Kevina Harlana, który uważany jest za równie legendarny. Choć podejrzewam, że kibice, którzy oglądali egzekucję na Shawnie Bradleyu w hali, także nie narzekali na brak wrażeń.

Efektowność efektownością – McGrady to idealny przykład zawodnika, któremu zdobywanie punktów przychodziło naturalnie, z łatwością. Robił to na wiele sposobów i właściwie żaden obrońca nie znał przepisu na to, jak go powstrzymać. Właśnie to sprawiło, że T-Mac był tak unikatowy, postrzegany jako wyjątkowy talent, który koszykówkę ma w genach.

Najdobitniej przekonali się o tym gracze San Antonio Spurs, gdy 9. grudnia 2004 roku McGrady momentalnie stał się żywą legendą NBA.

Będziemy tęsknić za T-Maciem-zawodnikiem. Póki był zdrowy, otaczała go szczególna aura zawodnika, który na parkiecie potrafi wszystko. U schyłku kariery tułał się po Nowym Jorku, Detroit i Atlancie. W każdym z tych klubów był cieniem samego siebie sprzed lat, choć trenerzy mieli z niego nieco pożytku.

Nigdy nie zdobył mistrzostwa NBA, nie był laureatem nagrody MVP. Dwukrotnie (2002,2003) wybierany był do najlepszej piątki sezonu, a w 2001 roku zgarnął nagrodę za największe postępy. Niezależnie od indywidualnych i drużynowych sukcesów, zawsze będzie wymieniany jednym tchem obok najlepszych rzucających obrońców w historii. NBA nie doczekała się drugiego Michaela Jordana, zastąpiło go jednak grono równie ambitnych i utalentowanych graczy, którzy przez ostatnie 20 lat byli ozdobą parkietów. Szkoda, że czas leci tak szybko.

Grzegorz Kordylas
fot.Ronald Martinez
Czytaj także: Władze NBA chcą zmian w loterii draftu!