Gdy Anfernee Simons trafił swój rzut z rogu, mecz dla wielu kibiców Portland Trail Blazers wydawał się być rozstrzygnięty. Ostatnia rzecz, jakiej się w tamtym momencie spodziewali, to uderzenie ze strony gracza, którego nazwiska pewnie nie potrafią nawet wymówić.

Starcie Portland Trail Blazers i Philadelphii 76ers było najlepszym, co mogliśmy obejrzeć poprzedniej nocy. Gospodarze prowadzeni przez Damiana Lillarda w trzeciej kwarcie zbudowali już 21 oczek przewagi. Za bardzo się jendak rozluźnili i pozwolili gościom z Philly odrobić większą część strat jeszcze przed rozpoczęciem finałowych 12 minut. Szóstki grały w tym meczu bez zawieszonego za przepychankę Joela Embiida. Więcej obowiązków spadło m.in. na Ala Horforda, który z dorobkiem 25 punktów był najlepszym strzelcem swojego zespołu. Cały mecz jednak sprowadził się do bardzo interesującego crunch-time’u.

W ostatnich minutach i ostatnich sekundach ekipy wymieniały się ciosami zapewniając kibicom znakomite koszykarskie widowisko. Damian Lillard zanotował na swoje konto 33 punkty i trafił 8 trójek. Jednak to Anfernee Simons miał decydować dla PTB o wygranej. Jego trójka na 2,6 sekundy przed końcem dała Blazers prowadzenie 128:126. Moda Center w euforii, ale… ostatnio słowo należało do Furkana Korkmaza. W najważniejszym rzucie swojej krótkiej kariery dał Sixers zwycięstwo 129:128. Na zegarze pozostało 0,4 sekundy, ale Blazers nie byli w stanie nic z tym zrobić. Korkmaz sam do końca nie potrafił uwierzyć w to, co się stało. Sixers wygrali piąty mecz z rzędu i są 5-0 w sezonie regularnym.

Zobacz także: Game-winner Tatuma
fot. Sam Forencich/NBAE via Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek