Nawet wysoka porażka w meczu z Cleveland Cavaliers nie ostudziła zapału kibiców Celtics, którzy długo czekali, by uhonorować jednego z najlepszych graczy w historii klubu. The Truth został dziś przywitany w TD Garden jak na żywą legendę Bostonu przystało, a oprócz niego w hali stawili się także pozostali członkowie mistrzowskiego teamu 2008.

 

Byli niemal wszyscy – Rajon Rondo, Kevin Garnett, Doc Rivers. Zabrakło Raya Allena, który…grał w golfa.

Żaden gracz Celtics nie założy już koszulki z numerem 34. Niemal 10 lat po zdobyciu Mistrzostwa NBA, Pierce przywołał wspomnienia i jeszcze raz wzniósł w górę puchar Larry’ego O’Briena. To ostatnie trofeum, jakie zdobyli C’s, ale prawdopodobnie każdy, kto kibicuje w tym sezonie podopiecznym Brada Stevensa wierzy w to, że kolejne dni chwały są już bardzo blisko.

Przy okazji mogliśmy wrócić myślami do wszystkich chwil, które fani Celtics przeżyli oglądając Paula Pierce’a w akcji. Czy to jako samotnego jeźdźca, który ciągnął drużynę na początku XXI wieku, czy bohatera podczas najważniejszych serii, zwłaszcza tych, w których przyszło mu mierzyć się z LeBronem Jamesem.

Wreszcie – najważniejsze wspomnienie, czyli Mistrzostwo z 2008 roku. Celtics pokonali po drodze Cavs z LeBronem Jamesem, Pistons z trójką Billups-Prince-Hamilton, by w Finałach, po 6 meczach, triumfować nad odwiecznymi rywalami z LA.

Numer Pierce’a był 22. zastrzeżonym w historii klubu. The Truth znalazł się na banerze z takimi legendami jak Dennis Johnson (3), Larry Bird (33), Kevin McHale (32), Reggie Lewis (35), Robert Parish (00), i Cedric Maxwell (31). Na tym samym banerze pozostało jedno wolne miejsce – czy pewnego dnia znajdzie się tam ,,piątka” Kevina Garnetta?

Podczas meczu wyemitowano video-tribute, na którym swoje gratulacje składali m.in. Magic Johnson i Kobe Bryant.

Tekst upamiętniający karierę Pierce’a w Bostonie w drodze.

Grzegorz Kordylas
fot. AP Photo/Michael Dwyer
Czytaj także: George prowadzi Thunder do zwycięstwa pod nieobecność Westbrooka i Melo!