Stephen Curry w jednej z ostatnich akcji w dzisiejszym pojedynku Warriors-Rockets wcielił się w każdego z nas. Kiedy draśnięty przez niego James Harden złapał się za twarz, 2-krotny MVP nie wytrzymał i wyraźnie dał mu do zrozumienia co myśli o takim zachowaniu.

 

Faul nie został odgwizdany, ale Curry i tak niemalże wyszedł z siebie:

Pozbawieni Duranta Warriors po raz pierwszy w tym sezonie pokonali podopiecznych Mike’a D’Antoniego. Z całego meczu to właśnie powyższy obrazek zapewne najbardziej zapadnie kibicom w pamięci.

Czytaj także: IT wypada z rotacji Nuggets!