Nie był to mecz Stephena Curry’ego. Rozgrywający Warriors kilkakrotnie próbował przeprowadzić swoją drużynę przez ten mecz, biorąc na siebie odpowiedzialność w końcówce. Jego rzuty omijały jednak cel, a kwintesencją nieudanego wieczoru Stepha była akcja, która mogła przywrócić nadzieję Warriors na zwycięstwo.

 

Chwilę wcześniej na bohatera spotkania wyrósł James Harden. Najpierw trafił za trzy, a chwilę później wszedł pod kosz, zdobywając punkty floaterem na obrońcami. Gracze Rockets ledwo zdążyli zaprotestować, że sędziowie nie odgwizdali przy okazji faulu, a Stephen Curry, na 26 sekund przed końcem przejął piłkę i szybko ruszył w kierunku przeciwległego kosza. Zwodem za plecami oszukał Hardena i przy stanie 121:126 miał przed sobą pustą drogę do dwóch punktów. Szansa na odrobienie części strat – niepowtarzalna. Niestety dla Warriors, wykonanie okazało się dużo gorsze:

Rockets przejęli piłkę na 20 sekund przed końcem i ku własnemu zdziwieniu – dograli mecz do końca. Dubs postanowili nie faulować i tak jak San Antonio Spurs w niedawnym meczu numer 7, po prostu pozwolili ostatnim sekundom upłynąć bez walki o zwycięstwo. Po meczu Curry, zapytany o całe zdarzenie, przyznał krótko: Nie był to mój najlepszy moment.

Czytaj także: Kanter skarży się na Jokica!