O tym, że Giannis Antetokounmpo nie szuka w lidze kolegów, już wiemy. Co w przypadku, gdy staje naprzeciw byłego kolegi z drużyny, z którym na dodatek łączyły go bardzo bliskie relacje? Cóż, jego podejście w tym temacie niewiele się zmienia.

 

Obaj panowie mówili przed serią, że w Milwaukee byli dla siebie jak bracia, jednak na parkiecie nie zamierzają dawać sobie taryfy ulgowej. Thon Maker przekonuje się o tym na własnej skórze od początku tej serii.

W meczu numer 1 potrzeba było zaledwie kilkudziesięciu sekund, by gracz Pistons złapał dwa szybkie faule próbując kryć Greka. Mecz numer dwa, choć dużo lepszy w wykonaniu Pistons, także nie potoczył się po jego myśli.

Najpierw to:

Później to:

Giannis po raz kolejny pokazał, że nie ma dla niego żadnych limitów. Bucks wygrali ostatecznie 120:99, choć przewagę przypominającą tę z meczu numer 1 wypracowali sobie dopiero w trzeciej kwarcie.

Domyślamy się, że dla Thona Makera każdy pojedynek z Giannisem w tej serii to baardzo długie 48 minut.

fot.ESPN
Czytaj także: Irving już w play off mode!