Około 100 sekund potrzebował James Harden, by zaaplikować Denver Nuggets 10 punktów z rzędu. Liderzy Konferencji Zachodniej są w tym sezonie dla wielu nie do zatrzymania – dziś sami mieli problem, by nadążyć za aktualnym MVP ligi.

 

Rockets wygrali u siebie 125:113 i choć powyższy wstęp na to nie wskazuje, nie polegali tylko i wyłącznie na Hardenie, choć ten, do 32 punktów dorzucił dziś 14 asyst i był dyrygentem znakomitej gry całej drużyny. Z jego pomocą najlepszy wynik w karierze wykręcił Clint Capela (31pkt), a PJ Tucker i Gerald Green urządzili sobie festiwal trójek, trafiając odpowiednio 7 i 6 rzutów z dystansu (obaj po 21pkt).

Jeśli pytacie jednak kto skradł całe show, o kim mówi się w prasie i czyją akcję będziecie dziś oglądać w nieskończoność – wszystko sprowadza się do Jamesa Hardena.

 

Jamal Murray pewnie zadzwonił po meczu do Wesa Johnsona pochwalić się wrażeniami (zupełnie przypadkowo tamtą akcję okrasiliśmy dokładnie tym samym tytułem – może przynajmniej stworzymy kolekcję takich zagrań JH).

Ta akcja zapoczątkowała jednoosobowy run Hardena, który w nieco ponad półtorej minuty zaaplikował Nuggets 3 trójki. MVP?

Czytaj także: DeRozan i Aldridge rosną w siłę!