To nie był dobry dzień dla zawodników Celtics. 16-punktowa porażka, Dwyane Wade w formie jak za dawnych lat, sprzeczka podczas timeoutu. Nic nie szło po myśli podopiecznych Brada Stevensa – spytajcie Kyrie Irvinga.

 

Już na początku spotkania Kyrie został ukarany za błąd swoich kolegów. W starciu z dużo silniejszym Jamesem Johnsonem nie miał większych szans:

Chwilę później sam wziął się za zdobywanie punktów, jednak Celtics nie mieli tego wieczoru wystarczających argumentów, by wyjechać z Miami ze zwycięstwem. Sytuacji nie ułatwiał z pewnością fakt, że podczas jednego z timeoutów atmosfera w zespole zrobiła się nieco bardziej gorąca niż zwykle:

Po raz pierwszy od 17 listopada i dopiero czwarty w sezonie, C’s nie zdołali rzucić rywalom 100 punktów (zabrakło niewiele, fakt), podczas gdy w poprzednim meczu rzucili rekordowe w tym sezonie 135 oczek przeciwko Pacers. Heat prowadzili dziś nawet 26 punktami, jednak Irving i spółka zdołali rzucić 16 oczek z rzędu i zmniejszyć straty. Po powrocie na parkiet sytuację Heat poprawił jednak znakomity tego wieczoru Dwyane Wade (19pkt). Ostatecznie podopieczni Erika Spoelstry wygrali 115:99.

Czytaj także: Mecz roku w San Antonio?!