Im bliżej play offów, tym Golden State Warriors stają się coraz większym postrachem. Dopiero co rozbili w pył swoich rywali o pierwsze miejsce w Konferencji, a dziś bez problemu rozprawili się z Lakers, urządzając przy tym widowisko, jakiego w Staples Center nie powstydziliby się przedstawiciele Showtime.

 

Swoją drogą, przed meczem można było dojść do wniosku, ze nowe soczewki Stephena Curry’ego działają bez zarzutu.

Podczas meczu było już trochę gorzej, Steph spudłował 11 z 14 rzutów i tylko raz trafił za trzy, ale i tak jedną akcją przyćmił swój słaby występ.

Rok temu o tej porze Stephen Curry zmagał się z kontuzją, Dubs zajmowali drugie miejsce w Konferencji, a na faworyta Zachodu wyrastali Houston Rockets. Dziś Rockets są niemniej groźni, jednak Warriors wydają się być bardziej, niż gotowi, do walki o three-peat. Od zapewnienia sobie pierwszego miejsca w konferencji dzieli ich bardzo niewiele – mają dwa zwycięstwa przewagi nad Denver Nuggets i ewentualną przewagę, jeśli oba zespoły zakończą sezon z tym samym bilansem.

Choć Curry i Thompson mieli dziś problemy z trafianiem do kosza, Dubs zdominowali pierwszą kwartę, wygrywając 39:12. Przed nimi mecze z Cavs, Clippers, Pelicans i Grizzlies i możemy spodziewać się, że Steve Kerr oszczędzi swoich podopiecznych na najważniejszy okres tego sezonu.

PS. Lakers także dołożyli swoją cegiełkę do dzisiejszego show:

Czytaj także: Antetokounmpo bez hamulców!