Nieważne w którym miejscu tabeli znajdują się akurat Mavs, Rockets, czy Spurs. Atmosfera podczas bezpośrednich spotkań między ekipami z jednego z najcieplejszych stanów USA jest adekwatna do panującego tam klimatu. Dziś kibice w Dallas musieli przełknąć gorzką pigułkę – Mavs przegrali u siebie jednym punktem.

 

Houston Rockets – Dallas Mavericks 94:93

Nie był to popis ofensywny Jamesa Hardena – The Beard zaaplikował gospodarzom 20 punktów na skuteczności 7/25. To jego najmniejsza liczba punktów w mecuz od 6 grudnia, kiedy to Utah Jazz zatrzymali go na 15 oczkach. Kilka pojedynków Hardena z Luką Doncicem (19pkt/15zb) było jednak ozdobą tego spotkania – młody Luka pokazał, że nawet w pojedynku z MVP nie ma żadnych kompleksów.

Klasę 20-latka docenili Harden i Paul, którzy po meczu nie mogli się go nachwalić.

To jednak nie Doncic został bohaterem spotkania. Kiedy James Harden spudłował rzut przy stanie 94:93 dla Houston, Luka popędził z kontratakiem. Podopieczni Mike’a D’Antoniego wiedzieli jednak, że pozostawienie mu choćby kilku centymetrów wolnego miejsca może kosztować ich sporo nerwów, to też popędzili do niego w trójkę. Wolny na skrzydle został Jalen Brunson, który widział nabiegającego z prawej strony Chrisa Paula. Debiutant w składzie Mavs próbował wyminąć więc CP3 i oddał nie do końca przygotowany rzut. Nadział się jednak na blok 33-latka – nie do końca rzecz, której spodziewalibyśmy się w decydującym momencie spotkania.

Rockets przebyli w tym sezonie bardzo długą drogę. Dziś są już na 3. miejscu na Zachodzie, a 8 wygranych z rzędu może niepokoić rywali z Zachodu przed zbliżającymi się play offami.

Czytaj także: Ingram, Ball nie wrócą już w tym sezonie