Oglądając mecz Celtics – Sixers, trudno uwierzyć, że oba zespoły walczą o czwarte miejsce na Wschodzie. Talentem z obu drużyn obdarzyć moglibyśmy bowiem połowę Konferencji. Talent ten objawiał się po obu stronach, a na początku trzeciej kwarty dosłownie wymknął się spod kontroli.

 

Boston Celtics – Philadelphia 76ers 112:109

Zaczęło się od Bena Simmonsa. 22-latek zaskoczył Tatuma mijając go szybkim pierwszym krokiem bez skorzystania z zasłony i skończył akcję potężnym wsadem. Chwilę później Celtics mieli problemy z rozegraniem akcji, niecelny rzut oddał Al Horford i kiedy wydawało się już, że nic z całego zamieszania nie wyniknie, piłka trafiła do Jaysona Tatuma.

20-latek popisał się akcją dnia, a Celtics wreszcie wyglądali jak drużyna. Plusów tego wieczoru było więcej – z naszpikowanymi gwiazdami Sixers, podopieczni Brada Stevensa poradzili sobie bez Kyrie Irvinga w składzie, a 26 punktów z ławki na skuteczności 8/11 zaaplikował rywalom Gordon Hayward. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że był to póki co najbardziej udany i najważniejszy występ Gordona w tym sezonie.

C’s odzyskują czwarte miejsce w Konferencji – biorąc pod uwagę kontuzję Victora Oladipo, całkiem możliwe, że obie drużyny wskoczą oczko lub dwa wyżej w tabeli i nie zobaczą się już w pierwszej rundzie (choć póki co na to nie wygląda – Pacers wygrali 6 spotkań z rzędu). W przeciwnym razie – szykujmy się na wojnę od początku play-offs, bowiem mimo potknięć po obu stronach, w kwestii mistrzowskich aspiracji zarówno u Sixers jak i Celtics nic się nie zmieniło.

Grzegorz Kordylas
fot. NBC Sports
Zobacz także: Bradley Beal i najgorsze kroki tego sezonu?!