Ze wszystkich 4 dni turnieju, które póki co obejrzeliśmy, niedzielny TOP wszystkim polskim kibicom będzie oglądało się najtrudniej. Dlaczego? Na pierwszym miejscu znalazło się zagranie Lauri Markkanena, które złamało serca kibicom naszej reprezentacji.

 

Markkanen dokończył dzieła całej drużyny, która w niewiarygodnych okolicznościach w mniej niż 90 sekund odrobiła 9 punktów straty. Polacy byli bezradni – zaczęli gubić się w ataku, gdzie brakowało im pomysłu, a w defensywie pozostawiali Finów na wolnych pozycjach. Wszystko to już jednak wiemy, więc skupmy się na lepszych stronach wczorajszego dnia.

Tych oczywiście nie zabrakło. W niedzielę byliśmy świadkami wielu wyrównanych spotkań, z których śmiało moglibyśmy wyodrębnić osobne TOP5. Nie odchodząc daleko, bo do kolejnego meczu naszej grupy – dużo więcej powodów do radości, niż my, mają kibice słoweńscy. Goran Dragic z bardzo widowiskowym obrotem zakończonym pod koszem znalazł się na 5. miejscu zestawienia, a Słowenia wygrała swój trzeci mecz z rzędu, pokonując Greków 78:72.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Niespodziankę sprawiła Ukraina, wygrywając swój pierwszy mecz na tym turnieju. Nasi wschodni sąsiedzi pokonali Gruzję, która ma na koncie niespodziewane zwycięstwo z Litwą i porażki z Niemcami i właśnie Ukrainą. Viacheslav Bobrov to bohater czwartego najładniejszego zagrania minionego dnia. Kibice NBA oprócz Dragica w zestawieniu mogą znaleźć także zagranie Marco Bellineliego, który do końca akcji wykazał się kontrolą ciała i świadomością tego co się wokół niego dzieje. W efekcie otrzymaliśmy circus shot, za który Marco otrzymał dodatkowo rzut osobisty.

Nie Omri Casspi, a Guy Pnini został bohaterem Izraela w meczu z Niemcami. Tym razem Dennis Schroder nie pomógł reszcie zespołu wygrać trzeciego meczu z rzędu. Izraelczycy zatrzymali Schrodera na 20 punktach i 0/4 z dystansu. To właśnie zza linii trzech punktów Pnini zapewnił Izraelowi zwycięstwo 82:80. Wcześniej Niemcy prowadzili już nawet 16 punktami.

Ostatnie zagranie – no cóż. Jeśli ktoś ma mocne nerwy, może obejrzeć je jeszcze raz i zastanowić się, jak Polacy mogli do niego dopuścić. Lauri Markkanen raz jeszcze:

 Czytaj także: Jeff Van Gundy nie potrzebuje gwiazd
fot. FIBA
Grzegorz Kordylas