,,To był jeden z naszych najlepszych defensywnych występów w tym sezonie” – tak po meczu z Cleveland Cavaliers, D-Wade chwalił siebie i swoich kolegów. Nie bez powodu. Podopieczni Erika Spoelstry zatrzymali Cavs na 79 punktach, a Wade sam walnie przyczynił się do spowolnienia ich największej gwiazdy.

 

James co prawda spędził na parkiecie 38 minut, a Wade zaledwie 17, ale obaj panowie zdążyli kilka razy na siebie trafić. Z korzyścią dla tego drugiego:

Cavaliers w każdym z czterech poprzednich spotkań rzucali rywalom aż 120 punktów, to też rezultat dzisiejszego meczu tym bardziej może dziwić. Erik Spoelstra znakomicie przygotował swoich podopiecznych do tego pojedynku –  z drugiej strony, Cavs już po 7 minutach stracili Kevina Love. Były skrzydłowy Wolves we wspomnianych wcześniej wygranych był jedną z głównych sił napędowych ofensywy Tyronna Lue, rzucając odpowiednio 18, 23 i dwa razy po 20 oczek. Bez niego Cavs rzucali na fatalnej, 36% skuteczności z gry i…15% z dystansu.

James i spółka są już tylko jedno zwycięstwo przed Philadelphia 76ers i Indiana Pacers. Miejsce w play-offs mają już zagwarantowane, nadal nie wiadomo jednak, czy w pierwszej rundzie będą mogli liczyć na przewagę parkietu.

Czytaj także: Dwa powody do szczęścia Lillarda!