Dawno nie było w NCAA chłopaka, który szturmem przejąłby ligę od samego początku jej rozgrywek. Niewiele brakowało, a zamiast do topowej krajowej drużyny Duke, Zion Williamson trafiłby do Uniwersytetu Clemson w Południowej Karolinie. Wczoraj uświadomił zawodnikom i kibicom swojej lokalnej drużyny co stracili przy zmianie jego decyzji.

 

 

To była bardzo trudna decyzja. Każda szkoła miała swoje plusy. Ale kiedy przyszło co do czego, granie dla Coacha K, dzielenie parkietu z innymi znakomitymi zawodnikami, nie mogłem tego przegapić. Reszta graczy sprawi, że będę jeszcze lepszy, trener pozwoli mi być sobą. Póki co ani trochę nie żałuję tej decyzji.

Co innego mogą powiedzieć zawodnicy Clemson, którzy odwiedzili wczoraj Williamsona w hali jego drużyny. Nie był to miły pobyt.

Blue Devils wygrali 87-68 , a poniższa akcja nie znika ze sportowych highlightów minionej nocy:

Jak trener Mike Krzyzewski skomentował cały szum wokół jednej akcji?

Nie imponują mi takie rzeczy. Może to robić. Pozwalamy mu na to. Tak długo, jak umieszcza cholerną piłkę w koszu, może obracać się przed nim ile chce.

Zion zdaje sobie sprawę, że nie efekty specjalne są tu najważniejsze, a jednocześnie daje do zrozumienia, że to jescze nie wszystko:

Ten wsad to jakieś 7, może 8/10. Nadal nie widzieliście 10.

No to czekamy.

Czytaj także: Lakers rozłożeni na łopatki!