42-letni Carter przyznał w ostatnim wywiadzie, że nie jest gotów rozstać się z NBA. Czuje, że w baku pozostało mu paliwa na kolejny, dwudziesty drugi sezon.

 

Vince Carter znany jest w całej lidze ze swojego przygotowania do meczów. Doskonale zna możliwości i potrzeby swojego organizmu. Skoro twierdzi, że da radę, to nie mamy prawa wątpić. Problem w tym, że po sezonie kończy mu się kontrakt z Atlanta Hawks. Dlatego los Cartera nie do końca zależy tylko od niego samego. To rynek zweryfikuje, czy na jego usługi wciąż jest zapotrzebowanie.

Czy znajdzie się zespół, który go przygarnie? Ryzyka właściwie nie ma. Wciąż może dać dowolnemu zespołowi solidne 15 minut grając z ławki. W tym sezonie spędzając na parkiecie średnio 16 minut zdobywa 7 punktów, 2,5 zbiórki oraz jedną asystę. Ale to, co naprawdę istotne to nieoceniony wpływ weterana w rozwój młodych graczy. Darzony ogromnym szacunkiem Carter jest idealnym mentorem dla młodszych kolegów.

Carter wciąż ma sprężyny w nogach:

 

W jakim zespole mógłby odgrywać rolę nauczyciela i przewodnika dla nowych graczy? A może Carter na koniec kariery powinien wrócić do Toronto, do miejsca, w którym zaczynał. Byłoby to pięknie zakończenie jego kariery.

Czytaj także: Budenholzer: Giannis jest jak Tim Duncan

 

Tomasz Kubień
fot.: Getty Images