Jeden z najbardziej lubianych graczy w lidze – wcale nie planuje wieszać butów na kołku po zakończeniu sezonu swojej drużyn. Vince Carter złapie oddech i za moment rozpocznie przygotowania do kolejnych rozgrywek.

 

W sezonie 2016/2017 Vince Carter odegrał dla swojej drużyny znaczącą rolę. Kontuzja Chandlera Parsonsa sprawiła, że trener David Fizdale część ofensywnych obowiązków zrzucił na jednego z najstarszych zawodników w lidze. Carter nie miał z tym żadnych problemów, utrzymując zdrowie przez cały sezon i dostarczając jakość, którą każdy szkoleniowiec chciałby mieć w swojej rotacji. Skończył rozgrywki notując średnio 8 punktów, 3 zbiórki i 2 asysty trafiając 39% z gry i bardzo dobre 38% za trzy. To głównie na grze za łukiem skupiły się ofensywne zadania dla Vince’a.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Skoro nadal jest zdrowy i nadal czerpie radość z gry, czemu miałby teraz odchodzić? Carter wychodzi z tego samego założenia i planuje wrócić na kolejne rozgrywki. Latem tego roku trafi na rynek wolnych agentów, ale mimo swojego wieku – bez wątpienia kilku generalnych menadżerów chciałoby mieć na swojej ławce takie wsparcie. Kto wie – może na ostatniej prostej tej znakomitej przygody z basketem – Carter dołączy do drużyny gotowej zapewnić mu szansę w walce o mistrzostwo? Gdyby udało mu się złapać pierścień – byłoby to doprawdy piękne zakończenie.

– Kiedyś powiedziałem sobie, że chcę grać przez piętnaście lat. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Ale gdy te piętnaście lat minęło, grałem dalej. W międzyczasie wielu kolegów przypominało mi rzeczy, które kiedyś mówiłem. Przypominali, że twierdziłem “Jeszcze dwa lata i kończę”. Nadal mogę mówić to samo – jeszcze dwa lata. […] W tym momencie mógłby zagrać kolejne trzy rundy koszykówki play-offs – skończył.

Zobacz także: Pięć pamiętnych konferencji play-offs
fot. Fernando Medina
Michał Kajzerek
@mkajzerek