Dion Waiters to jeden z największych pechowców ostatnich lat w NBA. Niezwykle utalentowany wychowanek Syracuse od początku zawodowej kariery ma problem ze znalezieniem sobie miejsca w lidze – właściwie wszędzie, gdzie grał, posądzano go o egoizm i nierówną formę. Na domiar złego sytuację pogorszyły kontuzje. Dziś 27-latek ma dosyć odgrywania drugoplanowych ról i głośno domaga się szansy od trenera Spoelstry.

 

W dwóch pierwszych sezonach spędzonych w Miami, Waiters przez kontuzje opuścił w sumie aż 88 spotkań. Kiedy grał, znakomite występy przeplatał z tymi nad wyraz bezpłciowymi. Jedno trzeba mu jednak przyznać – kiedy przez długi czas dostawał szansę i minuty, potrafił spożytkować je na korzyść całego zespołu.

Ostatni mecz minionego sezonu rozegrał 22 grudnia. W spotkaniu z Dallas po raz kolejny nabawił się kontuzji kostki. Na parkiet wrócił dopiero dwa tygodnie temu. Od tamtej pory zagrał w pięciu meczach, jednak trener Erik Spoelstra daje mu pograć średnio ledwie 15 minut. Nic dziwnego, że Waiters, mający trudny charakter (trudno się dziwić) jest coraz bardziej sfrustrowany swoją rolą w zespole. Pytanie jednak, czy nie wymaga od swojego trenera minut zbyt szybko i czy nie powinien być bardziej cierpliwy? Gdybyście zastanawiali się, co myśli o tym sam zainteresowany, zdążył już odpowiedzieć na to pytanie:

Pieprzyć cierpliwość! Chcę grać. Byłem cierpliwy wystarczająco długo. Na co mam czekać? Dajcie spokój. Wszyscy wiedzą, że byłem wystarczająco cierpliwy przez cały ten czas. Jestem tu by grać, więc korzystaj z tego [trenerze].

Takie słowa na łamach jednego z największych tytułów na Florydzie – Miami Hearld, z pewnością nie przejdą bez echa. Waiters znany jest z ciętego języka, ale wątpliwe jest, by Erik Spoelstra ugiął się po jego słowami. Aż 13 graczy Heat gra w tym sezonie średnio 16 minut lub więcej – to sporo utalentowanych nazwisk gotowych do gry. Wygląda więc na to, że Waiters będzie musiał uzbroić się w jeszcze trochę cierpliwości, lub…przygotować się na przenosiny przez trade deadline.

fot.Lynne Sladky/AP
Czytaj także: Wolves zbierają łomot roku w Filadelfii!