Kemba Walker to nietypowa supergwiazda NBA. Skromny, świetny kolega z drużyny, wdzięczny społeczeństwu Charlotte za to, że wspierało go od początku kariery. Trudno się dziwić, że przenosiny do Bostonu wywołały w nim tyle samo ekscytacji, co smutku.

Nie wiadomo jak potoczyłyby się sprawy, gdyby Hornets zaproponowali mu maksymalny możliwy kontrakt. Zamiast 221 milionów dolarów, drużyna Michaela Jordana zaproponowała swojemu najlepszemu zawodnikowi o 60 baniek mniej. W efekcie Walker spakował manatki i przeprowadził się do Bostonu – po raz pierwszy w zawodowej karierze opuścił Północną Karolinę. Jak dziś wspomina ostatnie dni w Charlotte?

Trudne dni, cholernie trudne dni, nie będę ukrywał. Wybaczcie język [tak naprawdę użył słowa fucking tough] ale to było trudne. Nie potrafiłem wyobrazić sobie siebie w innej drużynie. Wszystko, co znałem, było w Charlotte. To były ciężkie chwile. Miałem przeczucie, że nie dostanę oferty, na którą liczyłem, ani nawet jej bliską, przez miejsce w salary cap.

Faktycznie, przeliczył się. Hornets w jego miejsce ściągnęli Terry’ego Roziera, któremu zaoferowali 3-letni kontrakt wart 56 milionów dolarów. Walkera czeka za to prawdziwy sprawdzian – czy poprowadzi głodnych sukcesu Celtics do…sukcesu? Oczekiwania w Bostonie są ogromne, zwłaszcza po rozczarowaniu w minionym sezonie.

Nie będę starał się wyjść na parkiet z nastawieniem, że muszę być lepszy niż Kyrie. Różne rzeczy się dzieją. Znakomici zawodnicy dołączają do innych drużyn i coś po prostu nie wychodzi. Jemu nie wyszło. Kyrie to jeden z najlepszych zawodników na świecie. Mieli po prostu pecha.

Ja nie przywykłem jeszcze do walki na tak wysokim poziomie. Może to zabrzmi źle. Grałem w Hornets 8 lat i może raz mierzyliśmy się z oczekiwaniami kibiców. Jeden sezon – szóste miejsce na Wschodzie czy jakoś tak. Teraz stoi przed nami wielkie wyzwanie i jestem bardzo podekscytowany. Nie wiem jak powinienem się czuć – nigdy tego nie przeżyłem.

Czy jest ktoś, kto nie życzy Walkerowi dobrze na nowej drodze jego kariery?

Grzegorz Kordylas
fot. Brock Williams-Smith/NBAE
Czytaj także: Niezrozumiany Kyrie?