Niewiele brakowało, a John Wall minionej zimy byłby zawodnikiem Miami Heat. Prawdę mówiąc, jakkolwiek to brzmi, był o jedną kontuzję od przenosin na południe Stanów.

 

Kontrakt Johna Walla to nie lada problem dla włodarzy Washington Wizards. Dwa lata temu podpisali z nim przedłużenie umowy warte 170 milionów dolarów za 4 lata gry. Okres objęty nowymi warunkami rozpoczyna się wraz z nadchodzącym sezonem. Problem w tym, że Wall może nie powąchać parkietu przez całe rozgrywki, a nawet jeśli już się na nim znajdzie – trudno powiedzieć, czy będzie w stanie poprowadzić Wizards do sukcesów.

Nie mam pojęcia czy zagram w następnym sezonie. Mam taką nadzieję, robię wszystko w tym kierunku. Wszystko zależy od zdrowia i od tego co powiedzą lekarze.

Projekt Wall-Beal-Porter Jr. zakończył się fiaskiem. Wizards każdemu z nich zapewnili wysoki kontrakt na lata, jednak szybko zorientowali się, że raczej nie zaowocuje to mistrzostwem NBA. W trakcie minionego sezonu wysłali Otto Portera do Chicago. Według Briana Scalabrine, który był gościem podcastu The Sport Junkies, byli także o włos od pożegnania się z Johnem Wallem.

Cała ta sytuacja z Wallem to dla klubu katastrofa. Dostałem pewną informację, że Wizards mieli dogadany deal by wysłać go do Miami przed trade deadline, ale wszystko pokrzyżowała kontuzja.

Na parkiecie dawał z siebie wszystko, jednak najpoważniejszej kontuzji w swojej karierze nabawił się…w domu. Wall poślizgnął się i zerwał ścięgno Achillesa. W 32 występach przed kontuzją notował średnio 20 punktów i prawie 9 asyst na mecz. Kiedy grał po raz ostatni, Wizards byli w trakcie fatalnej serii, podczas której przegrali 7 z 8 meczów. Kilkakrotnie w pierwszej części rozgrywek miał swoje pięć minut. Przeciwko Lakers i LeBronowi rzucił 40 punktów. Przeciwko Rockets – 36.

Jaka przyszłość czeka Walla?

fot. The Big Lead
Czytaj także: OGROMNE pieniądze dla Lillarda!