Nadzieje Washington Wizards na sukces w sezonie 2017/2018 powinny nieco wzrosnąć, wraz z powrotem Johna Walla do składu. Choć podopieczni Scotta Brooksa także bez niego radzili sobie nieźle, wystarczył gorszy mecz Bradleya Beala, by popadli w tarapaty. Głodny gry Wall powinien dać Wizards energetycznego kopa – jeśli tak się stanie, nie mógł wybrać lepszego momentu na powrót.

 

Po raz pierwszy od czasu operacji, której poddał się 31. stycznia, Wall pojawi się na parkiecie w sobotnim meczu z Charlotte Hornets. Rozgrywający Wizards opuścił 27 ostatnich meczów swojej drużyny, która zanotowała w tym czasie bilans 15-12. Podopieczni Scotta Brooksa radzili sobie świetnie tuż po wypadnięciu Walla z gry – wygrali wtedy 10 z 13 spotkań, a krytycy 27-latka mieli pole do popisu, mając przed sobą dowód na to, że drużyna gra lepiej bez niego.

Później przyszła jednak zadyszka i Wizards przegrali wygrywać seryjnie. W efekcie zajmują dziś 6. miejsce w tabeli Wschodu i choć play-offs raczej ich nie ominą, ich pozycja może ulec zmianie raczej w dół, niż w górę.

Podopiecznym Scotta Brooksa do rozegrania pozostało 7 spotkań – nie wiadomo, w ilu z nich wystąpi Wall, bowiem aż 3-krotnie przyjdzie im zagrać mecze back-to-back. Problemy JW z kolanem rozpoczęły się już na początku listopada, gdy w meczu z Mavericks zderzył się z innym zawodnikiem. Jeszcze w tym samym miesiącu wypadł na dwa tygodnie, a bóle powróciły w styczniu, kiedy okazało się, że niezbędna będzie operacja.

Grzegorz Kordylas
fot.  Joe Murphy/NBAE via Getty Images
Czytaj także: Początek rewolucji? Licealiści wybierają G-League zamiast NCAA!