Wybitny Klay Thompson i dominacja w obronie Warriors sprawiły, że już w trzeciej kwarcie pierwszego meczu tej serii mogliśmy myśleć o kolejnym pojedynku tego wieczoru między Wizards, a Raptors. San Antonio Spurs już w pierwszej kwarcie musieli radzić sobie z dwucyfrową stratą – z każdą kolejną kwartą sytuacja nie ulegała jednak poprawie.

 

San Antonio Spurs – Golden State Warriors 92:113

Wręcz przeciwnie – Warriors z minuty na minutę dominowali co raz bardziej, a ochoty do gry przyjezdnym odbierał zwłaszcza Klay Thompson. Pod nieobecność Stephena Curry’ego, druga połowa Splash Brothers wzięła się za zdobywanie punktów. Klay trafił dziś 11 z 13 rzutów (5/6 za trzy), czym potwierdził tylko dyspozycję z  całego sezonu regularnego, w którym trafiał najlepsze w karierze 48,8% rzutów z gry. Dziś w ciągu 35 minut gry urządził Spurs prawdziwy festiwal strzelecki:

Warriors przyszli na ten mecz pewni swego i przespacerowali się po podopiecznych Gregga Popovicha. W pierwszej połowie próbował powstrzymać ich Manu Ginobili, który po raz kolejny udowodnił, że nic nie znaczy dla niego 40 lat na karku.

W końcu i jemu skończyły się jednak pomysły na to, jak ukłuć Warriors, którzy przez cały mecz po prostu powiększali swoją przewagę. Swoje zrobili Kevin Durant (24pkt, 9/17 z gry) i JaVale McGee (15pkt), który wyszedł w pierwszej piątce. Jeśli już o niej mowa, Steve Kerr zaskoczył nas nieco startując z Andre Iguodalą na pozycji rozgrywającego. Z ławki zastępował go Quinn Cook, który dobrą grą pod nieobecność Stephena Curry’ego zapewnił sobie ostatnio dłuższy kontrakt z Warriors. Bob Myers zrezygnował nawet z usług Omri Casspiego, po to, by zatrzymać Cooka w drużynie na play-offs.

Spacerek w pierwszym meczu nie oznacza oczywiście, że Spurs są w tej serii przegrani. Patrząc na dzisiejszą grę Warriors, trudno nie zauważyć jednak ogromu trudności, z jakimi muszą się zmierzyć. Ich największa nadzieja, LaMarcus Aldridge, o którym pisaliśmy w zapowiedzi tej serii, spędził na parkiecie zaledwie 25 minut, w których uzbierał co prawda 14 punktów, jednak na tablicach gospodarze nie dopuszczali go do słowa, a że Spurs pudłowali 60% swoich rzutów – trochę tych piłek do zbierania było. Jeśli Spurs chcą zwiększyć swoje szanse na sukces w tej serii – LA musi wzbić się ponad to.

Grzegorz Kordylas
fot. GOlden State Warriors/Twitter
Czytaj także: Zapowiedź I rundy play-offs: Wizards-Raptors!