Podczas swojej jedynej wizyty w stolicy w tym sezonie, Golden State Warriors, zgodnie z tradycją, jako aktualni mistrzowie NBA mogliby odwiedzić Biały Dom i spędzić trochę czas z prezydentem. Nie od dziś wiadomo jednak, że Donald Trump nie jest fanem koszykarzy, z resztą z wzajemnością.

 

Zamiast tego, gracze Dubs wybiorą się na spotkanie z lokalnymi dzieciakami, zamknięte dla mediów. Zamiast wizyty u prezydenta – trochę radości dla dzieci. Placówka jeszcze nie wybrana, ale Steve Kerr nie ma wątpliwości co do decyzji swoich podopiecznych:

To ich mistrzostwo. Nie zostali zaproszeni do Białego Domu, więc to do nich zależy, co chcą robić. Więc podjęli decyzję. Chcę żeby moi gracze spędzili miło dzień, a przy okazji zrobili coś pozytywnego, co także im sprawi radość.

Cała sprawa jest oczywiście efektem sporu między Donaldem Trumpem a wieloma zawodnikami NBA, ze Stephenem Currym i LeBronem Jamesem na czele.

Zawodnicy nie zgadzają się z polityką obecnego prezydenta USA, zwłaszcza w kontekście jego wypowiedzi o imigrantach. James i Curry często publicznie krytykowali Trumpa, co z resztą także w ostatnich dniach rozwinęło się dość nieoczekiwanie.

Najlepsze podsumowane całej sytuacji ze stolicą kraju ma Draymond Green:

Koniec końców chodzi o to, byśmy świętowali mistrzostwo, wiec nie ma powodu, by mieszać w to politykę. Chodzi o to, czego dokonaliśmy. Po co łączyć to z polityką?

Grzegorz Kordylas
fot. Jose Carlos Fajardo/Zuma Press/Icon Sportswire
 Czytaj także: Świetny występ Curry’ego!