Kiedy w ostatnich sekundach meczu ważą się losy wyniku, OKC Thunder wiedzą, kto powinien mieć piłkę w rękach. Hawks postawili w Chesapeake Energy Arena twarde warunki, jednak na ostatni rzut MVP minionego sezonu nie mieli odpowiedzi.

 

Hawks – Thunder 117:120

Dla postronnego widza było to świetne widowisko. Dla kibiców Thunder – męka. Podopieczni Billy Donovana raz za razem budowali i tracili prowadzenie, fundując kibicom we własnej hali prawdziwą huśtawkę nastrojów.

Russell Westbrook (30pkt/15as/7zb) dobrze wszedł w mecz, choć chwilę po jego rozpoczęciu dosłownie znokautował Kenta Bazemore’a wsadzając nad nim piłkę:

Bez wątpienia był to dla Russa jeden z tych występów, które niemal na okrągło oglądaliśmy w zeszłym sezonie. Westbrook po raz 409. (!) w karierze oddał minimum 17 rzutów w meczu i co ciekawe, wczorajszy był ex-aequo najlepszym takim występem pod względem skuteczności. Westbrook trafił 12 z 17 prób (70%), wyrównując swój rekord z meczu przeciwko Knicks w 2014 roku.

D0 30 punków dodał także 15 asyst, ale wszystko to straciłoby znaczenie, gdyby spudłował ostatni rzut, a Thunder pozwoliliby Hawks wyjechać z Oklahoma City ze zwycięstwem:

Oglądając powtórkę łatwo stwierdzić, że od początku wiadomo było, co Russ zamierza zrobić. Grając przeciwko niemu, spodziewać można się jednak dosłownie wszystkiego. Swoją drogą, ciekawa statystyka:

Hawks przegrywali 8 punktami na 4 minuty przed końcem, a w grze utrzymała ich znakomita skuteczność zza linii 3 punktów. W całym meczu trafili stamtąd 15 z 32 prób, a większą część tych rzutów trafili Malcolm Delaney (20pkt, 4/6 za trzy), Marco Belinelli (27pkt, 5/10 za trzy) i Ersan Ilyasova (22pkt, 4/5 za trzy).

Thunder wygrali 5 z 6 ostatnich spotkań. Przed nimi mecz wyjazdowy z Utah Jazz, których kilka dni temu dosłownie zmietli z powierzchni ziemi na własnym parkiecie. Później to, na co wszyscy czekamy – bożonarodzeniowy mecz z Houston Rockets.

Grzegorz Kordylas
fot.ESPN
Czytaj także: Durant ma patent na Lakers