Russell Westbrook rozegrał jeden z najlepszych meczów w swojej karierze w play-offs i trzeba mu przyznać – nie mógł wybrać sobie na to lepszego momentu. Oklahoma City Thunder byli już jedną nogą na wakacjach. W trzeciej kwarcie przegrywali z Jazz 25 punktami, kibice w Chesapeake Energy Arena powoli myśleli o powrocie do domu, a my zaczęliśmy zastanawiać się, co poszło nie tak w eksperymencie o nazwie ,,wielka trójka” w Oklahomie.

 

Utah Jazz – Oklahoma City Thunder 99:107

W drugiej kwarcie Thunder rzucili 12 punktów i naprawdę ciężko było doszukać się jakiegokolwiek plusu w ich grze. Jazz dosłownie szkolili ich w temacie zespołowej koszykówki. Po przerwie wyszli na 25-punktowe prowadzenie i wydawało się, że nikt nie odbierze im awansu do drugiej rundy.

Nikt, poza nadal aktualnym MVP.

W Game 4, Westbrook miał aż za dużo energii, którą za wszelką cenę chciał wykorzystać przeciwko rywalom. Skończyło się na problemach z faulami i 10 000$ kary za awanturę pod koniec spotkania. Dziś miał rachunki do wyrównania z Rickym Rubio i podszedł do sprawy całkowicie inaczej.

Russ rozpoczął comeback od dwóch celnych trójek. Zamiast wdawać się w awantury (co nie byłoby takie trudne przegrywając 20 punktami w meczu, który może być ostatnim w sezonie) był wyważony i opanowany, pozwalając Thunder wrócić do gry. Chwilę później przyłączył się do niego Paul George, który także ma sporo do udowodnienia – jeśli nie kibicom, to na pewno rywalom, którzy co raz śmielej wdawali się w nim w trash-talking. George rzuca w tej serii średnio ponad 28 punktów na mecz i także dzisiaj stanął na wysokości zadania. 34 oczka, z których większość wykreował sobie sam, pozwoliły całej drużynie wrócić do żywych.

Ale to zeszłoroczny MVP rozegrał dziś mecz, o którym wszyscy będą opowiadać – no, może oprócz tych, którzy akurat oglądali spotkanie Pacers-Cavs. 45 punktów, 15 zbiórek i 7 asyst to kolejny dowód na to, że Westbrook jest królem cyferek. Oddał dziś aż 39 rzutów – więcej niż Rubio i Mitchell razem wzięci, trafiając 17 z nich, ale nikt w Oklahomie nie będzie miał mu za złe tych, które spudłował.

Po meczu dotychczasowy bohater tej serii, Donovan Mitchell, który zakończył zmagania z 23 oczkami na koncie, przyznał:

Przestaliśmy grać w obronie. PRzestaliśmy się wracać. Nasz atak dopadła stagnacja. Stworzyli sobie przewagę, a my nie odpowiedzieliśmy. Obejrzymy film i sprawdzimy, co poszło nie tak, ale z analiz na świeżo możemy wywnioskować, że po prostu zbyt wolno wracaliśmy do obrony, a oni to wykorzystali.

Przewagę stworzyły m.in. problemy z faulami Rudy’ego Goberta i Derricka Favorsa. Najlepszy mecz w karierze w ataku rozegrał Jae Crowder (27pkt), ale nawet on nie był w stanie zatrzymać Paula George’a i spółki w epickim comebacku.

Seria wraca do Salt Lake City, gdzie w nocy z piątku na sobotę odbędzie się Game 6. Jeśli Thunder chcą myśleć o zwycięstwie także w hali Jazz, muszą liczyć na równie udane występy ze strony swoich gwiazd. Póki co najbardziej zawodzi Melo, który rzuca ledwie 12 punktów na mecz, grając na 37% skuteczności. Dziś trafił ledwie 2 rzuty z gry.

Grzegorz Kordylas
fot. AP Photo/Sue Ogrocki
Czytaj także: Wielki mecz LeBrona Jamesa