Dwie czołowe drużyny Konferencji Wschodniej, trzeci pojedynek w tym sezonie i dopiero pierwsze zwycięstwo Toronto Raptors. Podopieczni Nicka Nurse’a nie mieli odpowiedzi na niesamowitego tego wieczoru Giannisa Antetokounmpo, sami zdołali jednak narzucić tempo i odskoczyć rywalom w końcówce.

 

Żadna drużyna w lidze nie wygrała w tym sezonie więcej spotkań, niż Raptors. Wczorajsze zwycięstwo było ich 29. w sezonie, a przy tym kluczowym w kwestii walki o pozycję lidera na Wschodzie. Na początku grudnia Bucks zatrzymali Kyle’a Lowry’ego na okrągłej liczbie punktów (0) i zdominowali ekipę z Kanady w defensywie na ich własnym parkiecie. Dziś to samo spotkało ich w Milwaukee – Kawhi Leonard i Pascal Siakam rzucili po 30 punktów, ale to defensywa Raptors sprawiła, że końcówkę meczu Nick Nurse i jego sztab mogli oglądać w spokoju. Kyle Lowry tym razem nie zagrał – nadal leczy uraz pleców. Pod jego nieobecność na jedynce świetnie radzi sobie Fred VanVleet (20pkt/8as) i jedyne, co mogliśmy zarzucić Raptors w tym spotkaniu to postawa rezerwowych (w sumie 5 punktów, 1/15 z gry).

Pierwsza piątka wystarczyła jednak, by Raptors niemal zrównali się z Bucks w tabeli. Obecna różnica w procencie zwycięstw to zaledwie 0,4%.

Choć to już trzeci pojedynek między najlepszymi drużynami Konferencji, kibice dopiero wczoraj doczekali się pojedynku liderów z prawdziwego zdarzenia. Kawhi do 30 punktów dołożył 5 przechwytów i kluczowe rzuty w końcówce. Giannis był niesamowity od początku do końca – 43 punkty i 18 zbiórek to w jego przypadku bardzo symboliczne statystyki. Jego najlepszy wynik w karierze w tych kategoriach to odpowiednio 44 oczka i 19 zebranych piłek. Dziś stał się drugim zawodnikiem w historii Bucks, który wykręcił takie liczby.

Nawet to nie wystarczyło jednak na świetnie dysponowanych w końcówce Raptors. Dla ekipy z Toronto, a zwłaszcza Kawhi Leonarda, było to całkiem niezłe pocieszenie po koszmarnej nocy w San Antonio.

Czwarty i ostatni mecz obu drużyn czeka nas pierwszego lutego. Czy do tego czasu oba zespoły utrzymają się na szczycie?

Czytaj także: Festiwal Stepha!