Washington Wizards bez Johna Walla tracą sporo na wartości. W ciągu ostatnich dni mogliśmy przekonać się o tym kilkukrotnie, gdy Wall na zmianę wskakiwał i wyskakiwał ze składu. Teraz wiemy na pewno, że jego absencja potrwa około 2 tygodnie, a w drużynie ze stolicy ktoś musi wziąć się za zdobywanie punktów.

 

Wizards – Timberwolves 92:89

Dziś w Minneapolis wziął się za to Otto Porter Jr.

Jego 18 punktów było i tak najlepszym wynikiem w ekipie z Waszyngtonu, bowiem Bradley Beal trafił dziś zaledwie 2 z 11 rzutów z gry i zakończył mecz z 8 punktami na koncie. W ostatniej minucie spotkania Wizards potrzebowali jednak kolejnych czterech, by nie przegrać piątego z sześciu ostatnich spotkań. W tej sytuacji także mogli liczyć na Portera.

Otto najpierw trafił trudny rzut spod kosza nad Andrew Wigginsem, wypuszczając piłkę z rąk dopiero po tym, jak kilkakrotnie zamarkował chęć oddania rzutu. Chwilę później dokończył dzieła trafiając z półdystansu nad Karl-Anthony Townsem i przez jeden wieczór Wizards mogli odetchnąć z ulgą – bez Johna Walla też potrafią wygrywać. Zanim stał się bohaterem czwartej kwarty, Porter Jr. rzucił 13 punktów, w tym trzy trójki, w trzeciej odsłonie, nie pozwalając gospodarzom na odskoczenie na większą liczbę punktów. Na starcie ostatnich 12 minut, Timberwolves prowadzili 71:68.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Wolves mieli jeszcze dwie szanse na doprowadzenie do wyrównania, obie jednak spudłowali. I choć przez większość meczu to podopieczni Toma Thibodeau wyznaczali tempo i prowadzili, w końcówce zabrakło im zimnej krwi. Warto wspomnieć, że także Timberwolves grali bez swojego podstawowego rozgrywającego. Jeff Teague zmaga się z kontuzją ścięgna Achillesa i opuścił trzy ostatnie mecze swojej ekipy.

Oprócz Portera Jr. należy pochwalić także ławkę Wizards. W czwartej kwarcie rezerwowi Scotta Brooksa wypunktowali zmienników rywali 18-7, w całym meczu – 49-11.

Marcin Gortat zagrał 20 minut, notując w tym czasie 9 punktów i 7 zbiórek.

Grzegorz Kordylas
fot. Geoff Burke-USA TODAY Sports
 Czytaj także: LeBron wyrzucony, zabójczy Love!