Historia niegroźnej kontuzji Ziona Williamsona oraz wyjątkowo poważnego urazu jego buta wywołała całkiem spore poruszenie w globalnym świecie koszykówki.  Nie ma się co dziwić, wszak rozmawiamy o graczu wyjątkowym, talencie pokoleniowym, numerze 1 w nadchodzącym drafcie. Ale przy okazji tego nieszczęsnego upadku powróciło trudne pytanie: czy pozwolić zawodnikom bezpośrednio po szkole średniej na udział w drafcie do NBA.

 

 

Coraz częściej słyszymy, że zawodnicy gotowi na grę w NBA muszą ryzykować swoim zdrowiem i w konsekwencji przyszłością dla uczelnianej koszykówki. Dlaczego nie mogą od razu powalczyć w drafcie o NBA. Dlaczego muszą być częścią wielomiliardowego biznesu kręcącego się wokół NCAA, nie mogąc przy tym czerpać z niego korzyści. Uraz Ziona Williamsona spowodował, że pytania te zaczęły ponownie krążyć w świecie koszykarskich mediów.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Gdyby Williamson mógł zgłosić się do draftu już w tym roku, przynajmniej połowa zespołów w lidze, bez chwili wahania sięgnęłaby się po jego usługi. Jest murowanym kandydatem do gry w NBA. Pod względem budowy ciała czy stylu gry jest porównywany do Charlesa Barkleya. W wymiarze medialnym może spokojnie stanąć w szranki z King Jamesem. Dlaczego więc utrudniać przejście do zawodowców. Czy tak gra i wygląda ktoś niegotowy do gry w NBA:

Wszystko wskazuje na to, że upadek Williamsona nie jest groźny. Jednak sam fakt opuszczenia przez niego meczu i ryzyko spowolnienia lub co gorsze przerwania jego dynamicznie rozwijającej się kariery, wywołał lawinę dyskusji na najrozmaitszych płaszczyznach.’ Gracze NBA stanęli w obronie interesów koszykarzy uczelnianych. Puma w walce o względy Ziona naśmiewa się z rozpłatanego obuwia NIKE, a kibice którzy za możliwość oglądania swojego ulubieńca na żywo zapłacili równowartość naprawdę dobrego telewizora okazują publicznie swój smutek i niezadowolenie. Powrotu do zdrowia życzą mu wszyscy, łącznie z byłym prezydentem USA Barrackiem Obamą a w mediach toczą się dyskusje o milionowych stratach z wpływów do praw telewizyjnych ligi uczelnianej. Jeden mały upadek gracza podczas meczu dwóch drużyn uczelnianych a wywołał takie konsekwencje.

Biznes wokół najlepszych młodych graczy rozkręca się na dobre, zanim postawią stopę na parkietach NBA. Zarabiają na nim wszyscy poza samymi zainteresowanymi. Oni w myśl porozumienia między NCAA a NBA muszą zaliczyć rok grając nieodpłatnie na uczelni, zanim będą mogli zgłosić się do draftu.

W alternatywnej rzeczywistości kontuzja Ziona mogłaby okazać się poważną. Mogłaby zamknąć  złote drzwi do gry w NBA. Straciłby Zion, straciłaby liga, fani, sponsorzy, agenci i całe rzesze innych ludzi, którzy żyją z zawodowej koszykówki. Dlaczego więc nie pozwolić decydować klubom NBA czy chcą w swoich szeregach 17-18 latków po szkole średniej. Wszak Zion na ułomka nie wygląda. Czy waszym zdaniem jest gotowy do gry na parkietach NBA?

 

Zobacz także: Pora wziąć się w garść
for: Getty Images
Tomasz Kubien