Tego nikt się nie spodziewał. Luke Walton wytrzymał na swoim stanowisku dłużej, niż Magic Johnson, choć nie było to w żadnym stopniu zależne od niego. Trener Lakers ma do wypełnienia jeszcze dwa lata kontraktu. Najprawdopodobniej jego praca w Los Angeles nie potrwa jednak dłużej niż dwa dni.

 

Bałagan, bałagan, bałagan.

Połowa drużyny dowiedziała się, że może być wymieniona za Anthony’ego Davisa. Kontuzje LeBrona, Lonzo, Rondo. Tylko o dwie wygrane więcej niż przed rokiem. Najdłuższa przerwa od play offs w historii klubu. Absencja Magica Johnsona. A to wszystko w trakcie jednego sezonu NBA.

A teraz najlepsze. Wyciek informacji na temat tego, że Magic otrzymał pozwolenie na zwolnienie Luke’a Waltona i jego sztabu. W momencie, w którym cały świat się o tym dowiedział, Johnson nie pracuje już jednak w klubie. O tym, że Luke Walton siedzi na gorącym stołku wiedzieliśmy od dawna. Teraz ktoś musi powiedzieć mu prosto w oczy, że zostaje zwolniony. Biorąc pod uwagę fakt, że najważniejsza osoba w klubie nie potrafiła osobiście porozmawiać z szefową o swojej absencji, domyślamy się, że może być to dość problematyczne.

Magic planował zwolnienie Waltona, bo uważał, że nie ma on wystarczającego wpływu na zawodników. Po uwolnieniu się spod jego skrzydeł zawodnicy tacy jak D’Angelo Russell i Julius Randle rozkwitli. D’Lo dołączył do grona gwiazd ligi i poprowadził Nets do play offs, które, po raz kolejny, okazały się poza zasięgiem ekipy z LA.

Także LeBron James i Rich Paul rzekomo mocno zaangażowani byli w dalsze decyzje dotyczące szkoleniowców. Zwłaszcza od momentu, w którym na faworytów do objęcia decyzji wyrośli Ty Lue, z którym James zdobył mistrzostwo w Cleveland i Mark Jackson, klient Paula.

Czy Walton może pakować już manatki? Czy Lakers czeka gruntowna przebudowa tego lata? Z dnia na dzień kibice Lakers powinni otrzymywać coraz więcej odpowiedzi.

fot. Clutch Points
Czytaj także: Ostatnia trzydziestka Dirka