Philadlephia 76ers zakończyła sezon regularny serią piętnastu zwycięstw z rzędu, dzięki czemu awansowali do play-offów z 3. miejsca w tabeli. W pierwszej rundzie zmierzą się z dobrze kierowaną przez Erika Spoelstrę ekipą Miami Heat.

 

Jak to wyglądało w sezonie?

W czterech meczach rozgrywek zasadniczych, Miami Heat i Philadelphia 76ers podzielili się zwycięstwami. Dwa mecze skończyły się różnicą jednego/dwóch punktów. Ekipa z Miami w sezonie grała z mniejszą regularnością, co w dużej mierze wynikało z problemów zdrowotnych zawodników Erika Spoelstry. Poza tym, coach Spo miał spore komplikacje z dopasowaniem do tego składu jednego z najbardziej dominujących graczy w lidze – Hassana Whiteside’a. Środkowy otwarcie wyrażał swoją frustrujące, gdy musiał siedzieć na ławce w czwartej kwarcie meczu. Sytuacja się uspokoiła i rzekomo strony wszystko sobie wyjaśniły. To jednak nie zmieniło pozycji Whiteside’a, który musi potwierdzić przydatność.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Co z Embiidem?

Na 99% Joel Embiid nie zagra w pierwszym meczu serii. Wysoki walczy ze skutkami złamania kości oczodołu, którego doznał pod koniec sezonu, gdy wbił się w swojego kolegę z drużyny – Markelle’a Fultza. Zawodnikowi przygotowano już specjalną maskę, w której prawdopodobnie będzie grał do końca play-offów. Brett Brown i kibice Szóstek nie muszą się jednak martwić o brak Joela. Ben Simmons oraz J.J. Redick w końcówce fazy zasadniczej skutecznie wyeliminowali jakiekolwiek oznaki braku wysokiego w rotacji. Simmons był spektakularny w kreowaniu gry, natomiast Redick dostarczył doświadczenie i skuteczność zza łuku. W kwietniowych meczach trafiał oszałamiające 52,3 3PT%.

Kolektyw z Miami

Siła Heat tkwi przede wszystkim w zawodnikach tworzących jeden organizm. Spoelstra nie dysponuje rotacją pełną gwiazd, więc musiał zbudować sukces na innym fundamencie. Jest co prawda All-Star w postaci Gorana Dragicia, ale ten znalazł się w Meczu Gwiazd jako zastępstwo. Słoweniec rozgrywa znakomity sezon i jego doświadczenie będzie kluczowe, ale na pewno nie przesądzi samodzielnie o losach serii. Pomagać mu będą James Johnson, który potrafi zaskoczyć formą strzelecką; Wayne Ellington, który jest jednym z najskuteczniejszych “dystansowców” w lidze, czy Dwyane Wade ciągle pragnący udowodnić, że nadal stać go na wielkie rzeczy.

Oh Ben

Czy to będzie seria Bena Simmonsa? W Filadelfii mają głęboką nadzieję, że do Simmonsa nie tylko będzie należała cała seria, ale kilkanaście kolejnych lat. Pierwszoroczniak ma za sobą znakomite rozgrywki, które w wielu wymiarach podkreśliły, jak wielki potencjał tkwi w jego umiejętnościach. Szczęśliwie przetrwał rozgrywki bez urazu i wygląda na to, że w Philly nie muszą się martwić o to, w jaki sposób Ben będzie dojrzewał, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Jest bardzo pewny siebie, czasami może nawet nazbyt. W 81 meczach debiutanckiego sezonu, notował na swoje konto średnio 15,8 punktu, 8,1 zbiórki i 8,2 asysty. Jest mocnym kandydatem do tego, by pewnego dnia skończyć sezon ze statystykami na poziomie triple-double.

Typ MVP Magazyn: Sixers w 5.

Wasz typ?

Zobacz także: Spurs – Warriors.
fot. Bill Streicher
@mkajzerek
Michał Kajzerek