Gdyby tylko Kawhi Leonard mógł zagrać, byłaby to jedna z najciekawszych serii 2 vs 7 w historii play-offs. Choć K-Wow nie został jeszcze wykluczony z gry, mało kto spodziewa się jego powrotu, a w roli zdecydowanego faworyta upatrywani są Golden State Warriors. Nie zna jednak NBA ten, kto przekreśla szanse Spurs już na starcie.

 

Mimo mnóstwa kontuzji i problemów kadrowych, ekipa Gregga Popovicha poradziła sobie w tym sezonie całkiem nieźle, choć do ostatnich dni sezonu regularnego liczyła się z widmem opuszczenia play-offs. Po raz pierwszy od dłuższego czasu Spurs nie są stawiani w roli faworytów do tytułu, nie są też jednak całkowitymi outsiderami, a Warriors muszą liczyć się z tym, że ze Kawhim Leonardem, czy bez, zespół z San Antonio nadal jest w stanie urwać kilka spotkań.

Wszystkie oczy na LA

Jeśli mielibyśmy doszukiwać się plusów tego sezonu w San Antonio, jednym z nich byłby zdecydowanie LaMarcus Aldridge. LA wreszcie stał się typem gracza, którego oczekiwali Spurs, gdy ściągali go z Portland latem 2015 roku. Nieobecność Leonarda sprawiła, że Aldridge wziął na siebie odpowiedzialność za bycie gwiazdą tej drużyny i wyszło to wszystkim na korzyść. LaMarcus notował średnio 23 punkty i 8 zbiórek w sezonie regularnym i minimum takich cyfr będzie wymagać się od niego w play-offs. Rok temu przeciwko Warriors Aldridge nie został dopuszczony do słowa. W pierwszym meczu półfinałów konferencji rzucił najgorsze w karierze 4 punkty, a jego +/- wynosił -36. LA ma więc sporo do udowodnienia, jednak sam nie jest w stanie poprowadzić Spurs do wygranej serii.

Druga opcja? 

Jeśli nie Aldridge, to kto? Drugi najlepszy strzelec w drużynie z San Antonio, Rudy Gay, rzucał w sezonie regularnym średnio 11,5 punktu na mecz, przez niemal cały rok wchodząc z ławki. Jedyną nadzieją Spurs wydaje się więc defensywa i wykorzystywanie błędów Warriors, których, umówmy się, nie będzie zbyt wiele. Gregg Popovich ma jednak w swoim składzie, poza Aldridgem, gracza, który jest w stanie wpłynąć na losy serii. Kyle Anderson na przestrzeni całego sezonu okazał się jednym z najskuteczniejszych obrońców przeciwko zawodnikom pokroju All-Star. Według statystyk ESPN, aż dwóch graczy Spurs znajduje się w najlepszej piątce obrońców przeciwko All-Starom atakującym kosz:

Jest to jakiś punkt zaczepienia, choć All-Starów w składzie Warriors jest sporo i nawet bez Stephena Curry’ego jest się czego obawiać.

Wypoczęci, czy kontuzjowani? 

Ostatnie kilka tygodni dla fanów Dubs mogło być nieco stresujące. Z jednej strony – nic nie mogło zagrozić podopiecznym Steve’a Kerra w wejściu do play-offs z drugiego miejsca. Z drugiej – kontuzje wysypały się jak z rękawa i każdy z czterech All-Starów w składzie zmagał się z mniejszym, lub większym urazem. Najpoważniej kontuzjowany jest oczywiście Stephen Curry, który opuści całą serię ze Spurs. Bez niego w składzie Dubs tracą sporo siły rażenia.  Bez swojego rozgrywającego w składzie Warriors wygrali zaledwie 17 z 31 spotkań w sezonie regularnym. Pod jego nieobecność na swoją pensję zapracował za to Quin Cook, który zaprezentował się tak dobrze, że Warriors postanowili podpisać z nim umowę na kilka kolejnych lat. Siła zespołu opierać będzie się na Kevinie Durancie, który pod koniec marca także opuścił kilka spotkań. Po powrocie był już jednak sobą i od początku kwietnia rzucał średnio prawie 27 punktów na mecz.

Golden State Warriors bez Stephena Curry’ego to nie ta sama drużyna, jednak skład, którym dysponują powinien spokojnie wystarczyć na wymęczonych walką o play-offs San Antonio Spurs. Podopiecznych Gregga Popovicha nigdy nie należy jednak lekceważyć, więc możemy spodziewać się zaciętej walki i nie odpuszczania do samego końca.

Typ MVP Magazyn: Warriors w 5

Wasz typ?

 

Grzegorz Kordylas
fot. Noah Graham/NBA via Getty
Pozostałe pary: Wizards – Raptors | Jazz – Trail Blazers