Sezon debiutancki najczęściej służy zawodnikom NBA jako przetarcie, możliwość przyzwyczajenia się do nowych standardów. To co często przerasta graczy to tempo gry, a także liczba meczów, nieporównywalna w żaden sposób z tym, czego doświadczyli dotychczas. Drugi rok za to ma być już pierwszym potwierdzeniem ich umiejętności i weryfikacją czy ten zawodnik jest w stanie się rozwijać tak szybko jak tego się od niego oczekuje.

Ubiegłoroczna klasa debiutantów nie była tak wybitna jak te najlepsze, z 1984 roku z Michaelem Jordanem, z 1996 z Kobe Bryantem czy z 2003 z LeBronem Jamesem. Kilku graczy świetnych jednak się znalazło, którzy już jako żółtodzioby pokazali się z dobrej lub bardzo dobrej strony. Prym wiedli Kristaps Porzingis, Karl-Anthony Towns czy Jahlil Okafor, ale dzisiaj układanie rankingu najlepszych spowodowałoby niemałe zamieszanie.

Liderzy swoich drużyn

Karl-Anthony Towns

2015/16: 32,0 min., 18,3 pkt., 54,2% z gry, 34,1% za trzy, 1,1 próby trójek, 10,5 zb., 2,0 as., 1,7 blk., 22,5 PER
2016/17: 35,3 min., 22,2 pkt., 48,6% z gry, 33,6% za trzy, 3,8 próby trójek, 11,3 zb., 2,5 as., 1,4 blk., 22,8 PER

Najlepszy debiutant poprzednich rozgrywek miał w tych zgodnie z oczekiwaniami dziennikarzy z całego świata wprowadzić Minnesota Timberwolves do playoff. Tymczasem rzeczywistość mocno zderzyła Townsa i fanów Leśnych Wilków z rzeczywistością. Wina nie leży tylko po jego stronie, bo przede wszystkim na wokół siebie dwie bardzo jednowymiarowe gwiazdy. Towns pod kątem indywidualnym rozkwita jeszcze bardziej u Toma Thibodeau. Zdecydowanie częściej rzuca za 3 punkty, przez co spadła mu skuteczność rzutów z gry. Gra też o ponad 3 minuty więcej, czego wszyscy się spodziewali znając tego szkoleniowca. Co jednak najważniejsze, gra tak samo ambitnie i walecznie po obu stronach parkietu.

Kristaps Porzingis

2015/16: 28,4 min., 14,3 pkt., 42,1% z gry, 33,3% za trzy, 3,4 próby trójek, 7,3 zb., 1,3 as., 1,9 blk., 17,7 PER
2016/17: 34,4 min., 20,0 pkt., 45,5% z gry, 40,3% za trzy, 5,3 próby trójek, 7,7 zb., 1,3 as., 1,9 blk., 18,9 PER

Łotysz, znany też w internetowych kręgach jako jednorożec, bardzo szybko przystosował się do nowego trenera i kolegów z drużyny. Sam zastanawiałem się nad tym czy Carmelo Anthony i Derrick Rose przyjmą spokojnie rolę tej drugiej i trzeciej gwiazdy w zespole, bo przyszłość trzeba wiązać z tym młodym zawodnikiem. Porzingis nie zawładnął Knicks, jest jednym z liderów na boisku, za to wciąż się rozwija. Poprawił skuteczność z gry, zdecydowanie poprawił skuteczność trójek, oddając ich o 2 więcej na mecz. Duża w tym zasługa trenera Jeffa Hornaceka, który znajduje mu w swojej taktyce lepsze pozycje niż rok temu robili to najpierw Derek Fisher, a potem Kurt Rambis. Jest stabilny rozwój, jest dobrze. Fani Knicks mogą nieco spokojniej patrzeć w przyszłość.

Devin Booker

2015/16: 27,7 min., 13,8 pkt., 42,3% z gry, 34,3% za trzy, 3,8 próby trójek, 2,5 zb., 2,6 as., 11,9 PER, 23,0 USAGE
2016/17: 33,1 min., 19,2 pkt., 41,1% z gry, 32,9% za trzy, 5,2 próby trójek, 2,9 zb., 3,2 as., 13,1 PER, 27,3 USAGE

Najważniejszą zmianą w grze Bookera jest to, że stał się gościem, do którego najczęściej trafia piłka w ważnych momentach. To on oddaje najważniejsze rzuty, to on też chętnie bierze na siebie odpowiedzialność. Na razie różnie mu to wychodzi, bo jego skuteczność nie powala, ale biorąc pod uwagę to, że gra o wiele więcej minut i oddaje wiele więcej rzutów, to minimalny regres skuteczności można zaakceptować. Na pewno jednak jeśli chce w niedługim czasie dojść do poziomu choćby Klaya Thompsona, to skuteczność szczególnie trójek musi mieć zdecydowanie wyższą. O kilka punktów procentowych.

Wciąż aspirujemy

Frank Kaminsky

2015/16: 21,1 min., 7,5 pkt., 41,0% z gry, 33,7% za trzy, 2,5 próby trójek, 4,1 zb., 1,2 as., 12,5 PER
2016/17: 24,8 min., 10,3 pkt., 38,8% z gry, 29,4% za trzy, 4,1 próby trójek, 4,7 zb., 2,3 as., 12,4 PER

Kaminsky nigdy nie będzie wielką gwiazdą NBA, ale Steve Clifford regularnie go uczy i kształtuje. Odejście Ala Jeffersona spowodowało, że otworzyły się minuty dla Franka, a ten dość solidnie je wykorzystuje, chociaż skuteczność zarówno za 2, jak i za 3 punkty zdecydowanie jest elementem do poprawy. Kaminsky jednak mocno rozwinął się pod względem przeglądu pola. Notuje dużo więcej asyst i w tej kwestii stał się bardzo pożytecznym zawodnikiem. Nie obawiam się o jego rozwój, powinien z każdym kolejnym rokiem dostawać więcej minut i poprawiać się krok po kroku. Jeśli poprawi grę w obronie, może być niezłym pomysłem na centra z rzutem za 3 punkty.

Nikola Jokic

2015/16: 21,7 min., 10,0 pkt., 51,2% z gry, 33,3% za trzy, 7,0 zb., 2,4 as., 21,5 PER
2016/17: 24,1 min., 11,9 pkt., 58,4% z gry, 33,3% za trzy, 7,5 zb., 3,4 as., 22,4 PER

Jokic jest już o jeden krok przed Kaminskym. Podobnie jak gracz Hornets w drugim sezonie dodał do swojego repertuaru co najmniej solidne podanie, a przy tym zdecydowanie poprawił się pod kątem rzutowym. To jak wszechstronnie prezentował się w poprzednich rozgrywkach i jak nieźle sobie radził na igrzyskach, zbudowało wysokie oczekiwania. Na początku sezonu gdy Mike Malone szukał odpowiedniego ustawienia Jokic nie był odpowiednio wykorzystywany. Zdarzało się, że musiał grać obok Nurkica i obu to nie służyło. W końcu sam poprosił o posadzenie na ławce, a gdy wrócił do piątki, to pokazał to co w poprzednim sezonie i kibice Nuggets znów mogą się nim zachwycać.

Myles Turner

2015/16: 22,8 min., 10,3 pkt., 49,8% z gry, 21,4% za trzy, 0,2 próby trójki, 5,5 zb., 1,4 blk., 15,4 PER
2016/17: 29,4 min., 15,3 pkt., 53,0% z gry, 37,3% za trzy, 1,6 próby trójki, 7,3 zb., 2,4 blk., 20,5 PER

Zrobić przeskok o 5 punktów PER to świetny wynik. Turner wykorzystał szansę jaką dostał od trenera Nate’a McMillana i jest najjaśniejszą postacią nierównych w tym sezonie Indiana Pacers. Już teraz jest drugim najważniejszym graczem drużyny, w swoim rozwoju dołączył rzut za 3 punkty na niezłej skuteczności, choć jeszcze rzadko wykorzystywany, bo tylko 1,6 razu na mecz. Nie zatracił swojego instynktu pod bronioną tablicą i bije się o miano najczęściej blokującego rzuty.

D’Angelo Russell

2015/16: 28,2 min., 13,2 pkt., 41,0% z gry, 35,1% za trzy, 4,6 próby trójki, 3,4 zb., 3,3 as., 1,2 prz., 13,2 PER
2016/17: 26,4 min., 15,0 pkt., 40,2% z gry, 37,5% za trzy, 6,1 próby trójki, 3,4 zb., 4,5 as., 1,1 prz., 15,5 PER

Chyba nikt nie miał bardziej wyboistego sezonu debiutanckiego niż Russell. Ostatni rok Kobego Bryanta przyćmił jego przyjście do NBA, kłótnie z Byronem Scottem i sytuacja z Nickem Youngiem sprawiły, że wielu powątpiewało w jego profesjonalizm i zdolność do odnalezienia się w szatni NBA. On tymczasem dostał duży kredyt zaufania od Luke’a Waltona, czystą kartkę do zapisania osiągnięciami tylko w tym sezonie i zrobił postęp. Na razie jeszcze niewielki, ale widoczny. Mocno go ograniczają urazy przez które opuścił już ponad 10 meczów, ale i tak w Los Angeles mają powody do zadowolenia.

Trey Lyles

2015/16: 17,3 min., 6,1 pkt., 43,8% z gry, 38,3% za trzy, 1,6 próby trójek, 3,7 zb., 11,6 PER
2016/17: 21,9 min., 9,2 pkt., 40,2% z gry, 32,2% za trzy, 3,8 próby trójek, 4,3 zb., 12,7 PER

Skrzydłowy Jazz miał mieć utrudnione zadanie w dostaniu minut, bo na jego pozycjach pojawili się doświadczeni Boris Diaw i Joe Johnson. Lyles znalazł jednak swoje miejsce, a Quin Snyder ufa mu jeszcze bardziej niż sezon temu i daje ponad 4 minuty więcej co mecz. Lyles co prawda nie odwdzięcza się lepszą skutecznością, ale można ją zrzucić na karb większej liczby rzutów i większej świadomości rywali, którzy już są na jego grę przygotowani. Wciąż uważam, że w niedługim czasie będzie jednym z trzech najważniejszych graczy Jazz obok Rudy’ego Goberta i Gordona Haywarda, jeśli ten ostatni zostanie w drużynie.

Stagnacja

Rondae Hollis-Jefferson

2015/16: 21,2 min., 5,8 pkt., 45,7% z gry, 28,6% za trzy, 0,5 próby trójek, 5,3 zb., 1,5 as., 1,3 prz., 14,2 PER
2016/17: 22,6 min., 7,6 pkt., 38,3% z gry, 25,0% za trzy, 1,2 próby trójek, 4,8 zb., 2,1 as., 1,0 prz., 11,4 PER

Kenny Atkinson odsunął w ataku RHJ od kosza i przez to sprawił, że młody gracz stracił swoją skuteczność i zbiórki na atakowanej tablicy. Jest to jednak świadomy zabieg, bo trener Nets wie, że jeśli Hollis-Jefferson ma być kimś więcej niż tylko specjalistą od obrony, to trzeba poświęcić na to dużo pracy i czasu. A skoro Nets i tak stoją na straconej pozycji, to czemu nie poprawiać się w boju?

Emmanuel Mudiay

2015/16: 30,4 min., 12,8 pkt., 36,4% z gry, 31,9% za trzy, 3,4 próby trójek, 3,4 zb., 5,5 as., 9,9 PER
2016/17: 29,2 min., 12,8 pkt., 37,0% z gry, 31,9% za trzy, 3,8 próby trójek, 4,1 zb., 3,7 as., 10,1 PER

Zdecydowanie nie tego oczekiwał Mike Malone od Mudiaya. Młody rozgrywający nie rozwinął się w ogóle w stosunku do pierwszego sezonu. Jego rzut wciąż woła o pomstę do nieba, jego rozegranie też nie napawa optymizmem, szczególnie jeśli chodzi o blisko 2 asysty mniej co mecz. Owszem, wskaźnik Usage spadł, bo Malone wolał oddać piłkę w inne ręce, ale sam ten fakt już stawia duży minus przy nazwisku Mudiaya. Rozgrywający musi szybko się odbić od tego miejsca, w którym się znalazł, bo jak tak dalej będzie, to pojawią się plotki o jego wymianie.

Larry Nance Jr.

2015/16: 20,1 min., 5,5 pkt., 52,7% z gry, 5,0 zb., 0,7 as., 13,4 PER
2016/17: 22,4 min., 7,0 pkt., 58,4% z gry, 5,5 zb., 1,3 as., 15,8 PER

Larry Nance Jr. ma duże ograniczenia w swojej grze. Nie jest typowym łowcą punktów, nie rzuca za 3 punkty, nie jest też wybitnym zbierającym czy obrońcą. Ma jednak jedną cechę, którą ceni każdy trener na świecie. Serducho do walki, które przekłada się na wielką energię. A ta energia przekłada się często na efektowne wsady, dające często kopa drużynie i podrywające ją do walki. Jeśli jednak Nance chce się stać w tej lidze kimś więcej niż tylko dostarczycielem kompilacji wsadów, to dobrze że trafił na Luke’a Waltona jako trenera, bo ten powinien go wielu rzeczy nauczyć.

Justise Winslow

2015/16: 28,6 min., 6,4 pkt., 42,2% z gry, 27,6% za trzy, 1,5 próby trójek, 5,2 zb., 1,5 as., 0,9 prz., 8,4 PER, 12,5 USAGE
2016/17: 35,4 min., 11,8 pkt., 37,6% z gry, 21,2% za trzy, 2,2 próby trójek, 5,1 zb., 3,3 as., 1,6 prz., 9,3 PER, 19,9 USAGE

Najchętniej włożyłbym Winslowa to osobnej kategorii, którą nazwałbym zmiana branży. Tak można bowiem powiedzieć o jego sytuacji. Jeszcze sezon temu był tylko zadaniowcem, który miał bronić, walczyć, stawiać zasłony dla Whiteside’a, Bosha, Wade’a, Joe Johnsona i Denga. Teraz jest trzecim liderem drużyny obok Hassana i Dragicia. Dostał więcej obowiązków z piłką w rękach, co przekłada się na więcej rzutów i asyst. Uczy się tego i póki co nauka jest bardzo bolesna. Ale Pat Riley odpuścił ten sezon, nie zatrudniając lepszych graczy. Jednocześnie wiedział, że Erik Spoelstra nie będzie tankował i w ostrym boju przygotuje młode wilki na kolejne sezony, w których oczekiwania będą większe.

Josh Richardson

2015/16: 21,3 min., 6,6 pkt., 45,2% z gry, 46,1% za trzy, 2,2 próby trójek, 2,1 zb., 1,4 as., 11,4 PER, 13,8 USAGE
2016/17: 29,9 min., 10,1 pkt., 37,3% z gry, 30,8% za trzy, 5,1 próby trójek, 3,1 zb., 2,2 as., 8,3 PER, 18,1 USAGE

Nieco podobna sytuacja jak u Winslowa. Richardson był rok temu mało znanym gościem wybranym w drugiej rundzie draftu. Potem zanotował świetną końcówkę sezonu, gdzie trafiał prawie co drugą trójkę. Ale tak jak w przypadku kolegi z drużyny, ewolucja do poziomu lepszego zawodnika jest drogą przez mękę. Nowe obowiązki, dotąd mu nieznane, lepiej przygotowani rywale, a do tego problemy ze zdrowiem. Mimo wszystko jeden z graczy, wokół których Pat Riley chce budować przyszłość.

Nemanja Bjelica

2015/16: 17,9 min., 5,1 pkt., 46,8% z gry, 38,4% trójek, 2,1 próby trójek, 3,5 zb., 1,4 as., 11,2 PER
2016/17: 16,3 min, 6,1 pkt., 40,5% z gry, 32,6% trójek, 3,2 próby trójek, 3,1 zb., 1,1 as., 11,2 PER

Serb jest jednym z najważniejszych rezerwowych w talii Toma Thibodeau, ale nie zanotował wyraźnego progresu w stosunku do poprzedniego sezonu. Jako, że ma 28 lat, to owszem, może jeszcze poprawiać wiele aspektów swojej gry, ale pewnego poziomu już nie przeskoczy. Te kilkanaście, do 20 minut gry co mecz to na dzisiaj jego szczyt. Żeby grać więcej, musiałby co najmniej wrócić do poziomu skuteczności z poprzedniego sezonu. Inaczej jego wystawianie nie da aż tyle drużynie, ile by dać mogło.

Norman Powell

2015/16: 14,8 min., 5,6 pkt., 42,4% z gry, 40,4% za trzy, 1,8 próby trójek, 2,3 zb., 1,0 as., 13,3 PER
2016/17: 15,0 min., 6,6 pkt., 50,4% z gry, 41,3% za trzy, 1,8 próby trójek, 1,7 zb., 0,9 as., 16,6 PER

Playoffy potrafią szybciej dać kopa do dalszego rozwoju. W przypadku Powella dały mu stabilizację. Trudno mu było liczyć na większe minuty gdy musi o nie walczyć z DeRozanem, Carrollem i Rossem, ale sam fakt, że co mecz regularnie otrzymuje ich po 15 sprawia, że powinien być z siebie zadowolony. Mam takie przeczucie, że ktoś spróbuje go za półtora roku przepłacić i wyrwać z Toronto, któremu może być ciężej utrzymać go w drużynie przy wysokich pensjach tych, z którymi rywalizuje. Chyba że kierownictwo klubu pozbędzie się któregoś z wcześniej wymienionych.

Jahlil Okafor

2015/16: 30,0 min., 17,5 pkt., 50,8% z gry, 7,0 zb., 1,2 as., 1,2 blk., 17,1 PER
2016/17: 22,8 min., 10,9 pkt., 52,2% z gry, 4,9 zb., 1,1 as., 1,2 blk., 15,2 PER

Pojawienie się zdrowego Joela Embiida miało spowodować oddanie kogoś z dwójki Okafor-Noel. Tymczasem obaj są dalej w składzie i dostają swoje szanse. Okafor nieco spuścił z tonu w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale zmieniła mu się rola. Już nie jest najważniejszy w ataku zespołu, jest którymś kolejnym. I nawet nieźle wywiązuje się z tej roli. Wciąż jednak wierzę, że może być kimś ważniejszym w zespole, ale takim gdzie sam będzie podkoszowym numer 1. A w Philly ze zdrowym Embiidem nie ma co na to liczyć.

Zjazd

Bobby Portis

2015/16: 17,8 min., 7,0 pkt., 42,7% z gry, 5,4 zb., 13,8 PER
2016/17: 11,8 min., 4,0 pkt., 46,8% z gry, 3,3 zb., 12,2 PER

Portis stał się ofiarą najlepszego w karierze sezonu Taja Gibsona. Robin Lopez przejął minuty Pau Gasola, Cristiano Felicio pozostał na swoim poziomie, a Portis został głęboko na ławce. Zagrał 23 mecze, ale nie miał kontuzji, po prostu często Fred Hoiberg nie dawał mu w ogóle szansy do grania. Zapowiadał się bardzo solidnie, tymczasem zrobił krok wstecz. Ratunkiem dla niego może być kończący się kontrakt Felicio, który pokazał się z dobrej strony i ktoś może chcieć go zabrać z Chicago, otwierając dodatkowe minuty dla Portisa.

Stanley Johnson

2015/16: 23,1 min., 8,1 pkt., 37,5% z gry, 30,7% za trzy, 2,8 próby trójek, 4,2 zb., 1,6 as., 8,7 PER
2016/17: 14,3 min., 3,8 pkt., 36,4% z gry, 30,0% za trzy, 1,4 próby trójek, 2,1 zb., 0,9 as., 8,9 PER

Jeden z największych zawodów tego sezonu, nie tylko wśród drugoroczniaków. Miał być w przyszłości stoperem na najlepszych skrzydłowych ligi, tymczasem przegrywa walkę o minuty we własnej drużynie. Nawet w pewnym momencie więcej grania dostawał Darrun Hilliard. Johnson został wysłany do NBDL i Stan van Gundy stara się go przywrócić do poprzedniej dyspozycji, wylewając na głowę kubeł zimnej wody. Oby poskutkowało, bo chłopak ma papiery na granie jak mało kto.

Mario Hezonja

2015/16: 17,9 min., 6,1 pkt., 43,3% z gry, 34,9% za trzy, 2,2 zb., 1,4 as., 9,4 PER
2016/17: 9,2 min., 3,1 pkt., 32,5% z gry, 18,8% za trzy, 1,2 zb., 0,5 as., 3,0 PER

Statystycznie największy zjazd wśród analizowanych graczy. Hezonja wygląda dzisiaj jak wielka pomyłka w drafcie. Wybrany z numerem 5 trzyma się jeszcze w lidze tylko dlatego, że taki wysoki numer został mu przypisany. Inaczej zawodnik z takimi statystykami już dawno grałby w NBDL, albo musiałby szukać sobie nowego klubu. Chorwat może i nie ma łatwego życia u Franka Vogela, który niechętnie stawia na młodych, ale przykład Elfrida Paytona pokazuje, że można się odbić. Rozgrywający po posadzeniu na ławce rezerwowych gra najlepszą koszykówkę w karierze i w ten sposób pokazuje, że trener się pomylił. A Hezonja może co najwyżej pracować nad cieszynkami z ławki rezerwowych.

Willie Cauley-Stein

2015/16: 21,4 min., 7,0 pkt., 56,3% z gry, 5,3 zb., 1,0 blk., 15,3 PER
2016/17: 12,5 min., 5,1 pkt., 56,0% z gry, 2,3 zb., 0,4 blk., 13,7 PER

Przychodzi trener, który zna się na obronie, więc wiadomo że ten który się w niej najbardziej stara będzie miał z górki. A tu klops. Cauley-Stein wciąż ma pod górkę i zaczynam się zastanawiać czy jednak to trenerzy nie mają racji. Owszem, WCS jest graczem, którego dobrze się ogląda, ale jeśli przegrywa rywalizację z Kostą Koufosem, to już o czymś świadczy. Wiadomo, może nie sprawdzać się jako partner dla DeMarcusa Cousinsa, ale na więcej niż 12 minut powinien sobie zapracować. Jestem zawiedziony, bo oczekiwałem więcej, a tymczasem plotki o jego odejściu mogą wreszcie wejść w realizację. I wcale by mnie to nie zdziwiło.