Zarabiają miliony, sypiają w najdroższych hotelach, są uwielbiani przez kibiców na całym świecie. Mimo tego dzisiejsi sportowcy, a wśród nich i gracze NBA, mogą być najbardziej nieszczęśliwym pokoleniem gwiazd w historii sportu. Czy żyjemy w czasach, w których nawet największe wygody zdają się na nic, kiedy przychodzi do rozmowy o szczęściu?

 

Szczęście to, w tym i każdym innym przypadku, rzecz bardzo subiektywna. Kto miał okazję czytać bestseller Sapiens: od zwierząt do bogówwie, że biolodzy, chemicy i historycy dopiero od niedawna próbują zbadać co tak naprawdę wpływa na szczęście pojedynczej osoby i czy fakt, że żyjemy w tak wygodnych dla ludzi czasach, pozytywnie rzutuje na nasze samopoczucie. Kwestia ta dotyczy każdego z nas – także gwiazd i sportowców, nawet tych żyjących na najwyższym poziomie – na przykład zawodników NBA.

W centrum zainteresowania

Życie znanych osobistości zawsze wzbudzało zainteresowanie reszty społeczeństwa. Kiedy Grzegorz Lindeberg w latach 90-tych zakładał pierwszy polski tabloid – Super Express, wiedział, że większości czytelników nie interesują poważne tematy – szukają odskoczni od problemów życia codziennego, humoru, chcą zasmakować czegoś, czego nie znają na co dzień. Kiedy więc przeciętny polski obywatel chciał dowiedzieć się co dzieje się za kulisami rozdania nagród dla artystów, lub który sportowiec odpuścił sobie trening po tym jak nad ranem wrócił z miasta – przed pójściem do pracy ustawiał się w kolejce do kiosku. Celebryci musieli radzić sobie z paparazzi i od czasu do czasu widzieli swoją twarz w telewizji. Ci, których sława wykraczała daleko poza granice kraju z którego pochodzą, jak Michael Jordan, już wtedy stracili jakiekolwiek poczucie prywatności i spędzali czas głównie w samotności, izolując się w pokojach hotelowych. Prawdziwa rewolucja w inwigilacji życia prywatnego miała dopiero nadejść, a jej symbolem stały się inne media – społecznościowe.

Dzisiejszy sportowiec to nie tylko mężczyzna lub kobieta rywalizujący o najwyższe laury na arenach krajowych i światowych. To marka. Fani nie postrzegają sportowca tak, jak swoich przyjaciół. Chcą mieć wgląd w jego życie, wiedzieć o każdej wpadce i przede wszystkim – oceniać go. Wymagają od swoich idoli, by byli idealni, a kiedy okazuje się, że ci także popełniają błędy, krytykują ich. Krytyka nigdy nie była łatwiejsza niż dziś. Jeśli chcemy napisać coś złego o Kevinie Durancie, wystarczy wejść na Twittera, Facebooka lub Instagrama i posłać w jego stronę komentarz lub wiadomość prywatną. Mało prawdopodobne, że nasza opinia do niego dotrze, jednak kiedy krytyków takich jak my znajdzie się więcej, prędzej czy później KD dowie się o niechęci, którą pała do niego jakaś część globu. Jeśli wziąć pod uwagę zawodników, sponsorów, działaczy i samą ligę, NBA jest obserwowana w internecie przez 1,5 miliarda ludzi. Jedna piąta świata ma swoją opinię o tym, co dzieje się na parkietach ligi i poza nimi. To sporo osób do zadowolenia. Sporo osób, które mają wpływ na życie i samopoczucie zawodników, będących w samym środku zainteresowania.

Choroba naszych czasów

Podczas niedawnej Sports Analytics Conference w niezwykle ciekawej rozmowie z Billem Simmonsem, komisarz ligi, Adam Silver przyznał, że powyższe aspekty mają większy wpływ na życie młodych sportowców, niż większość z nas zdaje sobie z tego sprawę.

Żyjemy w czasach depresji i jedną z jej przyczyn są media społecznościowe. Kiedy rozmawiam z niektórymi zawodnikami, dociera do mnie, że są naprawdę nieszczęśliwi. Nie chodzi tu wcale o show dla mediów, nie mówią tego, by im współczuć. Ludzie wymagają od nich żeby byli zadowoleni z życia: mają pieniądze, sławę, są najlepsi w tym co robią. Jak mogą być nieszczęśliwi?

Niektórzy z nich wychowywali się w bardzo trudnych warunkach – to na pewno nie pomaga. Kiedy stają się sławni – izolują się od świata.

Zawodnicy są marką, a każda marka odpowiedzialna jest sama za siebie. Marką jest się 24 godziny na dobę – przez cały czas ludzie komentują twoje zachowanie, czekają na twoje błędy, liczą na potknięcie. Do tego dochodzą tzw. ,,przyjaciele” – mało który sportowiec ma szczęście mieć przy sobie prawdziwych przyjaciół przez całą karierę. LeBron James to najlepszy zawodnik naszych czasów, ale nie osiągnąłby komercyjnego sukcesu gdyby nie wsparcie Richa Paula i Mavericka Cartera, z którymi zna się jeszcze od czasów licealnych. Jak wiele znaczy drużyna według obecnego komisarza NBA?

Jeśli oglądałeś serial o ostatnim sezonie Michaela w Chicago, widziałeś chemię w drużynie. Ogromną zasługę miał w tym Phil Jackson – zawodnicy byli grupą braci – w autobusie, w samolocie, ciągle razem. Dziś zawodnicy podróżują z słuchawkami na uszach, z głową spuszczoną w dół. Są odizolowani. Kiedy Michael rozpoczął studia w Północnej Karolinie przeżywał pierwsze oznaki sławy, ale był po prostu studentem na kampusie. Mógł popełniać błędy, szlajać się z kolegami, robić głupie rzeczy i nikt nie zwracał na to uwagi. Kiedy Zion Williamson wychodzi na imprezę, zawsze znajdzie się ktoś kto trzyma w ręku kamerę wycelowaną w jego stronę.

Doskonały przykład na to, jak ważna jest relacja między grupą ludzi – zawodników, w dążeniu do określonego celu – mistrzostwa, widzimy w tegorocznych Celtics. Jeśli mielibyśmy oceniać wszystkie 30 drużyn na papierze, nie mielibyśmy wątpliwości – poza Golden State Warriors to ekipa z Bostonu dysponuje największą ilością talentu i na parkiecie nie powinna mieć sobie równych. Tymczasem podopieczni Brada Stevensa znajdują się na nagłówkach najczęściej wtedy, kiedy któryś z nich otwarcie skrytykuje resztę zespołu. Najlepszym przykładem jest rzecz jasna Kyrie Irving, który we wczorajszym wywiadzie z Chrisem Haynesem przyznał:

Sposób w jaki radziłem sobie z naszymi problemami nie był zbyt dobry. Popełniłem sporo błędów, za które biorę pełną odpowiedzialność i przepraszam. Nie rozegrałem tego odpowiednio. Nie dobierałem odpowiednich słów – nie chcę być postrzegany jako ktoś, kto patrzy na innych z góry. Jestem zwykłym człowiekiem, który także popełnia błędy.

W swoich wypowiedziach na przestrzeni całego sezonu, Kyrie sporo mówił o niedociągnięciach w zespole, jednak gdyby spojrzeć na to z innej strony – każde jego słowo interpretowane było na mnóstwo sposobów. Wylewając swoją frustrację na kolegów z drużyny, Irving miał przy tym sporo złości dla mediów, które wyolbrzymiały każde jego słowo.

Grając w NBA nie mam życia prywatnego. To wariactwo. To wszystko sprawia, że nie ma z tej ligi żadnej uciechy.

Nie będzie mi brakowało tego gówna kiedy przestanę grać.

Dlaczego słowa Kyrie’go odbijały się tak szerokim echem? Mało który gwiazdor pozwala sobie na takie komentarze. Kiedy w latach 90-tych młodemu zawodnikowi coś się nie spodobało – mówił o tym głośno. Mieliśmy sporo ,,wpadek”, niepotrzebnych słów. Dziś, co ogólnie rzecz biorąc jest zmianą na dobre – sportowcy nauczeni są rozmawiać z mediami, odpowiadać pokornie na pytania, chwalić trenerów i kolegów z drużyny. Umiejętność rozmowy z dziennikarzami wpływa pozytywnie na ich wizerunek. Brak umiejętności rozmowy ze sobą nawzajem wpływa fatalnie na ich samopoczucie.

Ofiary przemysłu

Jak słusznie zauważył Silver podczas wyżej wspominanej konferencji, kluby sportowe nie tylko rywalizują między sobą o trofea. Są częścią ogromnego przemysłu rozrywkowego i rywalizują z każdą inną formą rozrywki. O fana, o widza, o subskrybenta. W końcu każdy, kto poświęca swój wolny czas na oglądanie meczu, równie dobrze mógłby spożytkować go grając na konsoli, słuchając muzyki, czy robiąc cokolwiek na co ma ochotę. Dlaczego spośród tylu dostępnych obecnie form spędzania czasu miałby poświęcać go akurat na NBA? Gracze znaleźli się w centrum ogromnej machiny i nie bardzo mają możliwość się z niej wydostać. Zarabiają na tym ogromne pieniądze, tracąc jednocześnie możliwość upustu swoich emocji. Na dłuższą metę wpływa to znakomicie na stan ich konta bankowego. Dużo gorzej na stan ich zdrowia psychicznego.

NBPA (Związek Zawodników), każda drużyna z osobna i sama liga zatrudniają lekarzy odpowiedzialnych za mentalne zdrowie zawodników. Pomoc jest w zasięgu ręki, ale mało który zawodnik przyznaje się, lub zdaje sobie sprawę z tego, że jej potrzebuje. Wyjątki, jak DeMar DeRozan i Kevin Love, którzy głośno mówią o depresji wśród sportowców to ogromny krok do przodu. Takie wystąpienia paradoksalnie narażają ich jednak na kolejną krytykę. Czasami nawet ze strony…innych sportowców. Słysząc słowa Adama Silvera na temat nieszczęśliwych zawodników, legenda NBA, a obecnie analityk telewizyjny, Charles Barkley, nie mógł uwierzyć własnym uszom:

To najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek słyszałem z ust komisarza. Ci kolesie zarabiają 20, 30, 40 milionów za rok gry. Pracują sześć czy siedem miesięcy w roku. Śpią w najlepszych hotelach na świecie – nie mają żadnych problemów.

Kiedy otoczenie wmawia Ci, że powinieneś być szczęśliwy, nie łatwo wyjść przed szereg i przyznać, że tak nie jest. Liczba ludzi, którzy zgodziliby się z Barkleyem jest prawdopodobnie taka sama jak liczba tych, którzy rozumieją położenie dzisiejszych gwiazd.

Kierunek? Nieznany.

Media społecznościowe to rzecz, która zrewolucjonizowała nasze społeczeństwo jak mało który wynalazek. Nie jesteśmy już tylko odbiorcami informacji – możemy na nie reagować, a przede wszystkim – tworzyć je. Jeszcze 20 lat temu, aby dowiedzieć się co dzieje się na drugim końcu świata, musieliśmy liczyć na to, że telewizja, którą właśnie oglądamy, ma tam swojego korespondenta, bądź korzysta z materiałów nadesłanych przez CNN. Dziś osoba odległa od nas o kilkanaście tysięcy kilometrów bez problemu udostępni nam transmisję live z danego miejsca. Mamy wgląd nie tylko w ogólną sytuację, ale także w życie prywatne większości internautów na świecie. Rodzi to jednak nie tylko nowe możliwości komunikacji, ale także zazdrość, zawiść i rozczarowanie, których skali i wpływu na naszą psychikę nadal nie znamy, bowiem z social mediów korzystamy zaledwie od kilku lat.

Paradoksalnie rzeczy, które pierwotnie miały oszczędzić nasz czas, pochłaniają nas bez reszty przez większą część doby. Nic dziwnego, że cierpi na tym tradycyjna komunikacja, która koniec końców sprawia większości z nas najwięcej przyjemności. Czy zawodnicy NBA: gwiazdy sportu, celebryci, mogą być nieszczęśliwi? Pytanie to tak naprawdę nie ma nic wspólnego ze stanem konta ani statusem społecznym. Tak naprawdę dotyczy każdego z nas bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Jesteśmy jednocześnie sprawcami i ofiarami takiego stanu rzeczy. Ucząc się na historiach najbardziej nagłaśnianych, możemy wyciągnąć wnioski korzystne dla nas samych.

Grzegorz Kordylas
fot. Matt Slocum / AP