San Antonio Spurs nie mieli żadnego podejścia do Houston Rockets. Rywal na ich własnym parkiecie rozbił go ponad 30 punktami. To druga taka porażka z rzędu i wyraźnie odbiła się na atmosferze w zespole.

 

To nie są Spurs, których życzyłby sobie Gregg Popovich. Zespół z bilansem 10-12 są przedostatnią drużyną zachodniej konferencji i od dwóch meczów nie grają w obronie. Najpierw przegrali 89:128 z Minnesotą Timberwolves, a następnie 105:136 z Houston Rockets. Na minach wszystkich graczy i sztabu malowało się poprzedniej nocy zażenowanie. Jakby nie do końca byli w stanie zrozumieć, co się dzieje i dlaczego Rockets zdobywają punkty z taką łatwością.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

– Wszyscy byliśmy rozczarowani i przygnębieni – mówił po meczu Patty Mills. – Przecież chodzi o to, kogo reprezentujemy. Musimy zrozumieć, że jesteśmy tylko częścią wielkiej historii tego zespołu i musimy z dumą go reprezentować – dodał.

Porażka z Rockets to druga najwyższa w historii drużyny na własnym parkiecie. Przed rozpoczęciem bieżącego sezonu tylko dwa razy w całej kadencji Gregga Popovicha Spurs pozwalali rywalowi na 135 punktów. W 22 meczach rozgrywek 2018/2019 taka sytuacja miała miejsce już cztery razy.

– Cały czas staramy się poprawić wszystkie aspekty – mówi Pop. – W ataku gramy bardzo niewyraźnie. Wiele z tego sprowadza się do mnie, to ja muszę lepiej wykonywać moją pracę. W defensywie musimy grać mądrzej. Przed nami naprawdę wiele pracy – dodał.

Zobacz także: Grizzlies po dwóch dogrywkach!
fot. Soobum Im-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek