Do końca sezonu coraz bliżej. Nadchodzi czas podsumowań i nagród za sezon zasadniczy. Przedstawiamy wam nasze top 3 w kategorii trenera roku.

 

Mike Budenholzer – Milwaukee Bucks, rekord 57-19

Trener zespołu z najlepszym bilansem w lidze zawsze będzie w czołówce kandydatów do tej nagrody. Ale Mike Budenholzer to coś więcej niż statystyka. Kompletnie odmienił Milwaukee Bucks i uwolnił bestię Giannisa. Co prawda, już jego poprzednik  Jason Kidd widział potencjał Greak Freaka, ale dopiero system Budenholzera pozwolił mu się w pełni rozwinąć.

Budenholzer na pewno nie jest żółtodziobem. To jego 6 sezon jako head coach. Dodatkowo 17 lat podglądał Popovicha, jako jego asystent. W Milwaukee trafił mu się skład idealny pod jego styl gry. Mike lubi grać koszykówkę nowoczesną. W ataku Bucks grają szybko i dużo rzucają za trzy. W obronie wysoki i silny skład zbiera najlepiej w lidze. Wraz z przybyciem Brooka Lopeza, który okazał się kluczowym nabytkiem, trener poustawiał zespół tak, by w środku dać Giannisowi wolną przestrzeń. Otoczony zawodnikami, którzy potrafią rzucać za trzy młody Grek sieje postrach w polu podkoszowym przeciwnika.

Milwaukee na chwilę obecną ma sezon lepszy o 13 zwycięstw od poprzedniego! A pewnie jeszcze coś dołożą, bo pozostało im 6 meczów do rozegrania. Mówi się, że najważniejszym transferem Bucks w obecnym sezonie to transfer właśnie Budenholzera.

Co może pójść nie tak:

Budenholzer dostał w swoje ręce talent pokoleniowy. Giannis jest jednym z głównych, jeśli nie głównym kandydatem do nagrody MVP. W kontekście nagrody dla trenera roku może to być przekleństwem Budenholzera.  Bo czy Milwaukee to zespół trenera czy Antetokounmpo. Jeśli Giannis zostanie MVP i potwierdzi swoją wartość dla zespołu, to czy nie osłabi to pozycji trenera w wyścigu po swoją własną nagrodę?

 

Mike Malone – Denver Nuggets, rekord 51-24

Najlepszy bilans (ex-aequo z Warriors) na piekielnie mocnym zachodzie to rekomendacja sama w sobie. Ale argumentem przemawiającym za kandydaturą Malone`a jest fakt, że Nuggets osiągnęli ten wynik mimo ogromnych problemów z kontuzjami. Nuggets dysponują niesamowicie głębokim składem, ale w pewnym momencie w ich rotacji brakowało 2 do 3 starterów, w zależności jak postrzegamy Garego Harrisa. Wszyscy spisywali ich na straty, a oni wygrywali mecz za meczem. Malone idealnie rotował zespołem i wprowadził do składu młodych rezerwowych Morrisa i Beasleya.

Denver po dwóch latach nieudanych batalii o playoffs, w końcu osiągnęli swój cel.  Ale oni nie wchodzą do gry rzutem na taśmę. Oni wchodzą jako pretendenci do gry w finałach zachodu. Zapewnili sobie przewagę swojego parkietu nad wieloma innymi zespołami i dzielą i rządzą. Zespół pod wodzą Mika Malone`a poprawia swój bilans konsekwentnie, w każdym sezonie. Zaczynał z odsetkiem 40% zwycięstw. W obecnym sezonie to już 68%.

Nuggets grają niezwykle widowiskową koszykówkę. Dzięki wykorzystaniu talentów środkowego – rozgrywającego Nicoli Jokica Nuggets grają zespołowo i kreatywnie. Nie często się zdarza, aby to środkowy obsługiwał podaniami resztę zespołu.

Malone pogodził w zespole wiele różnych charakterów. Nikt nie walczy o punkty, ale kiedy trzeba wielu potrafi poprowadzić zespół do przodu. Dla Mike`a równie istotne jest to co dzieje się w szatni. Zawsze szczerzy, sprawiedliwy bez wyjątków i nie bojący się trudnych decyzji. Pogodził liczne talenty swojego składu oraz młodość z doświadczeniem.

Co może pójść nie tak:

Krążą opinie wokół NBA, że z taką ilością talentu w składzie nawet koza miałaby dodatni bilans. Sformułowanie trochę na wyrost, bo połowa składu siedziała kontuzjowana na trybunach, ale mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Mimo, że nagroda przyznawana jest za osiągnięcia w sezonie zasadniczym, na ocenę coacha w mediach rzutuje fakt, że postrzegany jest jako trener, który najpierw musi udowodnić swoją wartość w playoffach.

 

Doc Rivers – LA Clippers, rekord 45-31

Tak jest, stary wyjadacz z LA ma swoje argumenty, by poważnie brać go pod uwagę. Ręka w górę ten, kto przewidywał, że Clippers wejdą do playoffs. Przed sezonem projektowano im 37 zwycięstw. Okazuje się jednak, że na wyrównanym zachodzie Clippers zajmują 6 lokatę z szansą nawet na trzecią. Udział w playoffs mają już zagwarantowany.

Po odejściu CP3, Jordana i Griffina oraz ostatecznym upadku Lob City, analitycy w parze, pod rękę z kibicami przewidywali gruntowną przebudowę zespołu i nowe rozdanie. Ale przebudowa i rozpoczynanie od zera nie tkwiło w naturze, ani władz klubu, ani trenera Riversa. Clippers zawsze w cieniu bardziej utytułowanych Lakers nie chcieli powrotu do mrocznych czasów, kiedy nikt nie traktował ich poważnie.

Doc Rivers zebrał do kupy skład, jaki mu został, uzupełnił zawodnikami pozyskanymi z wymian i grał swoje. Clippers to zespół super średniaków, z reguły niechcianych w innych klubach, bez żadnej megagwiazdy ale i bez graczy totalnie bezużytecznych. Doc znalazł miejsce dla każdego. Pogodził grających w ten sam sposób Gallinarego z Tobiasem Harrisem i każdy z nich miał wyśmienity sezon. Do tego morduje przeciwników Lou Williamsem i Montrezlem Harrelem, którzy tylko z nazwy są rezerwowymi.  W kotle przeróżnych osobowości trzyma w ryzach niepokornego Beverleya i sprawnie zarządza młodymi Shametem i Zubacem.

Rivers to trener weteran. Obecny sezon to już jego dwudziesty w roli trenera, oraz szósty w Clippers. Co prawda wciąż wszyscy pamiętają sezony niewykorzystanego potencjału super trio, ale w niczym nie umniejsza to jego sukcesu w obecnym sezonie. Wiele mówi się o tym, że Doc odzyskał energię i złapał wiatr w żagle, kiedy przestał być General Managerem i mógł skupić się twyłącznie na trenowaniu. Clippers są na fali. Wygrali 15 z 20 ostatnich meczów i stają się niewygodnym przeciwnikiem dla każdego w fazie playoffs.

Co może pójść nie tak:

Clippers obecnego sezonu to zespół, trudny do jednoznacznego określenia. Nie mają własnego unikalnego stylu gry, który wyróżniałby ich na tle konkurencji. Z tego tez powodu trudno scharakteryzować trenera. Być może zasługi za dobry sezon powinny przypaść brakowi poważniejszych kontuzji, albo faktowi, że tak wielu zawodników w końcu miało dobry sezon. Doc nigdy nie uchodził za mistrza wyrafinowanych strategii. To trener, który daje swojemu zespołowi wiele swobody, co do sposobu rozgrywania gry. Wygląda na to, że zespół ten odwdzięczył mu się wybitną grą.

 

Honorowe wzmianki:

 

Nick Nourse, Toronto Raptors:

Toronto od dobrych kilku lat jest na topie wschodu. Nick Nourse musiał wejść w buty Dwayne`a Casey`a trenera roku i spełnić niesamowicie wysokie oczekiwania. Poradził sobie wyśmienicie. Mimo, że to stosunkowo mało doświadczony coach to lubi kombinować z rotacją i szukać nowych pomysłów. Toronto pod wodzą Nursa i z Leonardem w składzie może zajść w playoffs bardzo, bardzo daleko.

Gregg Popovich, San Antonio Spurs:

Jak on to robi. Ile to już razy analitycy stwierdzali ”teraz to już po Spurs”. San Antonio najprawdopodobniej zamelduje się w playffos po raz 23 z rzędu! To jest czyste szaleństwo. Kultura klubu, talent i magia Popa powodują, że z każdym składem są groźni. Na przekór wszystkim grają wolno i preferują dwójki zamiast trójek. Na silnym zachodzie mają bilans 44:32.

Nate McMillan, Indiana Pacers:

Indiana to wzór koszykówki zespołowej. Pacers docierają do playoffs mimo braku Victora Oladipo. Nikt nie dawał im szans, ale oni potrafili wygrywać, bez swojego lidera. Ogromna w tym zasługa trenera i jego systemu, w którym każdy gracz jest ważny. Ostatecznie chyba nie obronią czwartej lokaty ale ich udział w playoffs to ogromny sukces.

Kenny Atkinson, Brooklyn Nets

Szósta pozycja Nets na wschodzie to jedna z najbardziej pozytywnych niespodzianek tego sezonu. Kenny Atkinson zbudował prawdziwy kolektyw. Zobaczcie jak gracze z ławki reagują na dobre zagrania swoich kolegów. Tego nie ma w żadnym innym zespole. Nets grają szybką, nowoczesną koszykówkę, opartą na rzutach z dystansu. Ten zespół, po wielu latach drwin za swoją nieudolną politykę transferową wreszcie wyszedł na prostą. I zrobił to z przytupem.

 

 

fot. Getty images
Tomasz Kubień