Los Angeles Lakers pod wodzą Magica Johnsona i Roba Pelinki mieli wielkie nadzieje. Nadzieje na to, że ich drużyna po latach posuchy wreszcie wróci na należne sobie miejsce. Chcąc przyspieszyć cały proces zapomnieli jednak o jednym – ludzkich uczuciach, które bardzo szybko ściągnęły tę wzbijającą się ku marzeniom maszynę z powrotem na ziemię.

 

Poniższy tekst jest w całości dziełem autorstwa Baxtera Holmesa z ESPN. Powstrzymaliśmy się od wszelkich opinii, które, jak sam za chwilę się przekonacie, są tu zbędne. Jeśli wolicie oryginał w języku angielskim (bardziej rozbudowany, pozwoliliśmy sobie pominąć niektóre fragmenty w tłumaczeniu) zapraszamy na oficjalną stronę ESPN. Zdania podkreślone linkiem to odnośniki do naszych artykułów, które pomogą Wam w poznaniu kontekstu poszczególnych sytuacji.

Poniżej nasze tłumaczenie.

Kilka tygodni po zakończeniu sezonu 2016-17, w którym Lakers po raz czwarty z rzędu nie awansowali do play offs, ponad 30 członków sztabu, głównie odpowiadających za operacje koszykarskie, pojawiło się w El Segundo w Kalifornii.

Przed nimi stali Rob Pelinka i Earvin Magic Johson, którzy w marcu 2017 roku oficjalnie przedstawieni zostali jako nowi szefowie. Johnson, ikona ery Showtime z lat 80-tych, jako prezydent ds. operacji koszykarskich i Pelinka, były agent Kobe Bryanta, jako Generalny Menedżer.

Żaden z nich nie posiadał doświadczenia na swoim stanowisku, mimo tego obaj zostali wybrani przez Jeanie Buss, właścicielkę klubu, która wcześniej zwolniła pracującego w Lakers od lat Mitcha Kupchaka oraz swojego brata – Jima Bussa, w lutym 2017 roku.

Spotkanie to było jedną z pierwszych prób Pelinki i Johnsona, by rozmawiając ze sztabem w oficjalnym otoczeniu, przekazać swój styl zarządzania klubem. W swojej przemowie, Johnson wyraził podekscytowanie czekającym go wyzwaniem, podkreślił jednak również, że nie będzie akceptował żadnych wymówek czy błędów. Ci, którzy nie zgadzają się z filozofią nowego zarządu, powinni odejść – tak twierdzi sześciu pracowników klubu, którzy byli obecni na spotkaniu.

Wskazując palcem w górę, w kierunku swojego biura, Johnson przyznał, że na jego biurku czeka tysiące CV i każdego z obecnych może zastąpić w dowolnej chwili.

,,To było szokujące”, przyznał jeden z obecnych na spotkaniu członków sztabu. ,,Jeśli decydujesz się pracować w tym biznesie, nakładasz na siebie wystarczająco dużo presji. Nie potrzebujesz dodatkowej, zwłaszcza ze strony osoby, która powinna być twoim sprzymierzeńcem.”

Ta przemowa nadała ton czemuś, co wielu pracowników sztabu nazwało konfrontacyjnym zachowaniem Johnsona, jakie zdominowało ich relacje przez następne dwa lata. ,,Jeśli zakwestionowałeś jakąkolwiek jego decyzje, jego odpowiedź zawsze była w złym tonie”, przyznał jeden z członków zarządu, który współpracował z Magiciem bezpośrednio. ,,Zastraszanie i znęcanie się były jego sposobem na pokazanie swojego autorytetu”.

Kiedy Pelinka i Johnson pojawili się na konferencji prasowej, rozmowy dotyczyły nowych początków, przywrócenia Lakers do świetności. Era została nawet nazwana: Lakers 2.0.

Ale era ta nie trwała długo, a zakończyła się wraz z odejściem Johnsona, 9 kwietnia. Zdrady i plotki na jego temat miały być głównym powodem rezygnacji. W ciągu dwóch lat odważny eksperyment upadł.

W trakcie niemal godzinnej sesji z reporterami w korytarzu Staples Center, na kilka minut przed rozpoczęciem ostatniego meczu sezonu regularnego (przegranego), Johnson chłodno opisywał jego relacje z Pelinką, który właśnie został sam w wyznaczaniu nowej ścieżki dla tego zespołu. Czterdzieści jeden dni później, słowa Johnsona na temat swojego byłego współpracownika przybrały zupełnie innego kształtu. W wystąpieniu w ESPN First Take, Johnson przyznał, że za zdradami i plotkami stał nie kto inny, jak właśnie jego Generalny Menedżer.

Tymczasem na parkiecie, Lakers nie awansowali do play offów w pierwszym sezonie LeBrona, kończąc tym samym jego serię 8 awansów do Finałów NBA z rzędu. Praktycznie wszyscy młodzi zawodnicy publicznie zamieszani byli w rozmowy na temat wymiany za Anthony’ego Davisa, co skutkowało utratą zaufania między nimi, a zarządem, a także między nimi, a LeBronem. Johnson i Pelinka pozwolili obozowi Jamesa na dostęp do drużyny, który dla wielu nie był czymś, co w NBA widzi się na co dzień. Napięcie wzrosło w lutym, kiedy w szatni doszło do kłótni, która momentalnie doprowadziła do nieładu w całej organizacji. Powtórkę tej sytuacji oglądaliśmy w ostatnim dniu sezonu regularnego, kiedy Johnson postanowił ustąpić, nie mówiąc o tym nikomu w organizacji, nawet swojej szefowej. Trzy dni później Luke Walton i Lakers rozstali się za porozumieniem stron.

Po odejściu Waltona rozpoczęło się szukanie nowego trenera – Tyronn Lue i Monty Williams odrzucili propozycję Lakers, zgodził się za to Frank Vogel (Williams objął tę samą posadę w Phoenix Suns, rozmowy z Lue, który był głównym kandydatem klubu, rozsypały się przy samym końcu). Wielu pracowników klubu przyznało, że wszystkie te ruchy pozostawiły ich w stanie szoku i zdezorientowania.

Ponad dwudziestu byłych lub obecnych pracowników różnych szczebli, przyznało, że Lakers pod wodzą Johnsona i Pelinki pogrążeni byli w niemocy, na parkiecie i poza nim. Osoby te, obawiając się zemsty ze strony tej dwójki,  ponieważ nie zostały upoważnione do wypowiedzi publicznych, opisują Johnsona i Pelinkę jako menedżerów, którzy na własną rękę namawiali wolnych agentów do przyjścia, przyczynili się do wybuchu afer związanych z manipulacjami, znęcali się nad pracownikami, także Lukiem Waltonem, oraz stworzyli kulturę wewnątrz klubu, która opierała się na strachu i niepokoju, który doprowadził przynajmniej dwóch pracowników do ataków paniki związanych ze stresem w pracy.

Jak ujął to jeden z byłych gwiazdorów Lakers: ,,To jest k***a szaleństwo co się tam dzieje.”

26 czerwca 2018 rokuJohnson i Pelinka pojawili się w klubie, by przedstawić młodych zawodników wybranych w Drafcie. Siedząc obok Mortiza Wagnera i Svi Mykhaliluka, obaj nie kryli podekscytowania nowymi nabytkami Lakers. Chwilę później, podczas konferencji prasowej, Johnson rzucił cytatem, który od razu pojawił się w mediach: Lakers podpiszą gwiazdę tego, lub następnego lata – w przeciwnym razie, odchodzi.

,,Jeśli nie zapewnię wam tego, odejdę. Jeanie nie będzie musiała mnie zwalniać.” Jak ma zamiar tego dokonać? ,,Jestem Magic Johnson.”

Niecały tydzień po tej deklaracji, agencja reprezentująca LeBrona Jamesa, Klutch Spors, oficjalnie ogłosiła podpisanie przez niego czteroletniej umowy wartej 154 miliony dolarów. Pelinka nazwał to ostatecznym potwierdzeniem na to, co mają zamiar zbudować w Los Angeles. Magic przyznał, że to ogromny krok naprzód w kierunku powrotu do play offów i Finałów.

Po podpisaniu Jamesa, Lakers nabyli także kilku weteranów – Rajona Rondo, Lance’a Stephensona, JaVale’a McGee i Michaela Beasleya. Nowe nabytki klubu zostały otwarcie skrytykowane, jednak Pelinka ich bronił. LeBron, który także brał w nich udział, pozostawił to bez komentarza.

Członkowie sztabu trenerskiego przyznali później, że Johnson i Pelinka dokonali wzmocnień bez konsultacji z nimi, a nawet ignorując fakt, że kilku z nich wcześniej pracowało z którymś z wyżej wymienionych zawodników. Niektórzy z nich dowiedzieli się o wszystkim z mediów. Rzecznik prasowy klubu zapewnia, że Pelinka i Johnson konsultowali swoje ruchy z każdym członkiem sztabu, jednak decyzja koniec końców należała do nich.

Pracownicy sztabu byli zgodni: ,,Wszyscy mieliśmy tę samą reakcję, co cały koszykarki świat: Co my k***a robimy?”

,,Wszyscy byliśmy zdezorientowani. To nie miało sensu.”

Pelinka i Johnson nie zatrudnili Waltona. Odziedziczyli go. W dniu, w którym rozpoczynali swoją pracę, Johnson nazwał Waltona ,,odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu”. We wrześniu, pięć miesięcy po tym, jak Lakers osiągnęli bilans 35-47 w pierwszym sezonie Waltona w Lakers, Johnson powiedział mediom, że obiecał trenerowi cierpliwość. ,,Nie martwcie się, jeśli źle rozpoczniemy”. Jednak już 30 października, kiedy Lakers przegrali 3 z 8 pierwszych spotkań, Jonhson nakrzyczał na niego w swoim gabinecie, co szybko dostało się do publicznej informacji, podanej przez Adriana Wojnarowskiego.

Walton, według innych członków sztabu trenerskiego, nie miał pojęcia dlaczego organizacja zmieniła zdanie w ciągu 13 dni nowego sezonu.

W listopadzie Adam Silver, komisarz NBA i Maverick Carter, długoletni partner biznesowy LeBrona, jedli razem kolację. Rich Paul, agent Jamesa, siedzący nieopodal, w pewnym momencie dołączył i zaczął narzekać na Waltona. Nie wierzył w to, że Luke to odpowiedni trener dla tej drużyny. Silver wzruszył ramionami i zapytał kogo widziałby na jego miejscu. Paul zasugerował Tyronna Lue. Nie był to jedyny raz, kiedy Paul wyraził swoje niezadowolenie z pracy trenera. Nie ukrywał tego także przed reporterami. Krytykował Waltona za to, jak zarządza minutami graczy, co miało doprowadzić do kontuzji i zawieszeń. Członkowie sztabu byli zaniepokojeni tymi doniesieniami i zastanawiali się, czy spotkanie Johnsona i Waltona w jego gabinecie nie było efektem narzekań Paula.

Krytyka trener przez działania agenta powiązanego z gwiazdorem drużyny to nic nowego, tak samo jak to, że na trenerze LeBrona Jamesa spoczywa dodatkowa presja. Nie jest też niczym niezwykłym to, że drużyna stara się dokonywać udogodnień dla swojej największej gwiazdy. Dla przykładu – trzech członków obozu Jamesa znalazło zatrudnienie w klubie: jako ochroniarz, logistyk i trener atletyczny. Każdy z nich był wcześniej na liście płac Cleveland Cavaliers.

Jednakże, Pelinka i Johnson dawali agentom zawodników dużo większy dostęp do drużyny, niż poprzednie kierownictwo. Dla przykładu, Paul kilkakrotnie latał z drużyną prywatnym samolotem, co, jak twierdzi wielu doświadczonych menedżerów w lidze, jest nie do pomyślenia. Paul nie przyznawał, że latał razem z drużyną, ale przyznał, że kilkakrotnie robił to, gdy James grał w Miami i Cleveland. Członkowie obu klubów zaprzeczają tym informacjom.

Jedno było dla sztabu Lakers jasne – Paul chce usunąć Waltona. Niektórzy zawodnicy byli także pewni tego, że Klutch Sports pracowali nad tym, by wymienić ich za supergwiazdę. Sumując to wszystko, jeden z zawodników określił obecność Paula w drużynie jako culture killer.

,,Trenerzy wiedzą, że Rich chce ich zwolnić, a zawodnicy, że chce ich wymienić.” – przyznał agent jednego z zawodników Lakers.

Dając agencji Klutch Sports dostęp do drużyny, Lakers zniechęcali do siebie potencjalnych wolnych agentów.

,,Rob i Magic nigdy wcześniej nie wykonywali tej roboty, nie mają pojęcia, jak się do niej zabrać, zostawiają sporo wolnego miejsca gościom z Klutch Sports”. Tak całą sprawę skomentował członek zarządu jednego z klubów, w których wcześniej występował LeBron.

Kilka dni przed 7 lutego (trade deadline), podczas gdy większość drużyny zamieszana była w plotki transferowe z udziałem Anthonego Davisa, w szatni Lakers doszło do ostrej wymiany zdań po porażce z Golden State. Dave McMenamin z ESPN doniósł, że Walton skrytykował otwarcie Beasleya i McGee, za zbyt samolubną grę, a oni nie wahali się mu odpowiedzieć.

Koniec końców, po tygodniach plotek, żadne porozumienie z Davisem nie doszło do skutku, jednak cała sprawa miała fatalny wpływ na chemię w zespole. Wielu członków sztabu przyznało, że wiara w zarząd u większości zawodników po prostu wyparowała. Drużyna wierzyła także, że w całą akcję zaangażowany był James, co tylko pogorszyło sprawę.

Kilka dni później, Johnson podczas pobytu w Filadelfii przemówił do drużyny, jednak według jej członków, jego słowa był płytkie. Na tym nie koniec. Zawodnicy byli także zniesmaczeni słowami, które Magic wypowiedział za pośrednictwem mediów tego samego dnia.

,,Przestańcie traktować ich jak dzieci, bo dokładnie to przez cały czas robicie. To profesjonaliści. Każdy z nich. Tak działa ta liga. Oni wiedzą, ja wiem – tak to już jest.”

Johnson głęboko wierzył także w to, że New Orleans Pelicans działali w złej wierze w trakcie negocjacji w sprawie Davisa. Jeden z jego pracowników otwarcie wyśmiał ten pomysł: ,,Co nie było w dobrej wierze? Zaoferowaliśmy im swoje warunki, a oni je odrzucili. To bardzo aroganckie podejście z naszej strony.”

W tym samym czasie inny członek administracji Lakers przyznał: ,,Nie wydaje mi się, byśmy mieli jakiś plan”.

10 marca 2017, w dniu, w którym Rob Pelinka przedstawiony został jako nowy GM, zapytany został o swoje najważniejsze zadanie związane z nową rolą.

,,Ta organizacja zatrudnia 200-250 pracowników. Naszym zadaniem będzie sprawienie, by wszyscy funkcjonowali wspólnie jak dobrze naoliwiona maszyna.”

Johnson, siedząc za Palinką, dodał, że ocenią każdego członka organizacji. ,,Mamy zamiar zweryfikować, czy mamy tu odpowiednich ludzi. Mamy nadzieję, że tak, jeśli nie – musimy ich tu sprowadzić.”

Tak jak zapowiedzieli – nastąpiły zmiany. Co najmniej dwudziestu pracowników (m.in. członków sztabu trenerskiego, sztabu ds. operacji koszykarskich, trenerów atletycznych, analityków, członków administracji) odeszło.

Zmiany dosięgnęły także tych, którzy zostali. W 2017 roku, długoletnia pracownica organizacji, została wezwana do biura na rozmowę z Jounsonem i Pelinką, po tym, jak popełniła pewien błąd. Dotyczył on, jak zapewniają inni pracownicy, zorganizowanie naprawy samochodu dla jednego z graczy, których Lakers chcieli wybrać w Drafcie. Co usłyszała od Magica?

,,Nie akceptuję błędów! Ja ich nie popełniam.”

Johnson zapewnił ją także, że kolejny błąd będzie kosztował ją utratę pracy. Ta przeprosiła, a następnie, już po spotkaniu, rozpłakała się. W kolejnych miesiącach doskwierały jej lęki i ataki paniki. Lekarze przepisali jej leki przeciwlękowe, a wkrótce później była zmuszona zrezygnować z pracy po 20 latach i rozpocząć wielotygodniową terapię. 18 grudnia 2017 roku złożyła wypowiedzenie. Tego samego dnia Lakers zastrzegli dwie koszulki Kobe Bryanta.

Jeden z członków sztabu menedżerskiego przyznał, że ataki paniki dotyczyły także jego. ,,Dzień w dzień idziesz tam i doskwiera ci to okropne poczucie niepokoju. Nie jestem w stanie powiedzieć ile ataków paniki miałem w zeszłym roku. Wszystko to przez to gówno, które rozgrywa się tu każdego dnia.”

Wielu byłych i obecnych pracowników Lakers, którzy mieli styczność bezpośrednio z Johnsonem, opisywała skrajną rozbieżność w jego osobowości. Jeden z nich przyznał, że kiedy Johnson był obecny w pracy, często zadawali sobie pytanie, którą twarz dzisiaj zobaczą: Magica, czy Earvina? Kamery kochają Magica, charyzmatycznego, ale jest także Earvin – zaborczy i bardzo impulsywny.

,,To był roller-coaster. Przejażdżka raz w górę, raz w dół.”

Były trener atletyczny przyznał: ,,Wychodzi do fanów z tym wielkim uśmiechem na twarzy i miłością. Ale taki nie jest. To rozsiewacz strachu.”

Co na to Magic?

,,Nigdy nikogo nie upokorzyłem, nie zrobiłem nic złego. Jestem ciężki w obyciu? Cholera, pewnie że tak! Pracujesz dla mnie, wymagam pewnym rzeczy. Taki jestem. Ale jestem też sprawiedliwy.”

 

Dalsza część tekstu na oficjalnej stronie ESPN.

tłum. Grzegorz Kordylas
fot. NY Post/Getty Images.
Czytaj także: Rivers: Kawhi jest najbliżej Jordana!