Turnieje międzynarodowe to świetna okazja, by pokazać się szerszej publiczności, zrobić coś dla swojego kraju, a przy okazji zgarnąć małą premię, gdy na parkiecie wszystko pójdzie tak jak trzeba. I choć to nie pieniądze są w całej tej zabawie najważniejsze – warto przyjrzeć się, na jakie premie Biało-Czerwoni mogą liczyć w przypadku awansu do kolejnych rund.

Za wyjście z grupy premie są niewielkie. Każdy z graczy dostanie co prawda kilka złotych, ale o poważnych pieniądzach mówimy dopiero w przypadku awansu do ćwierćfinału. Tu kwota 600 000 złotych jest jak najbardziej adekwatna do wysiłku, jaki kosztować będzie naszą kadrę przebicie się przez pierwszych przeciwników. Warto pamiętać, że premia ta dotyczy tylko zawodników – jak łatwo więc obliczyć, na jednego gracza za awans do ćwierćfinału przypada okrągłe 50 tysięcy.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Później jest już tylko lepiej. Awans do półfinału to premia w wysokości miliona złotych (po 83 000zł na zawodnika). Finał przyniesie całej kadrze dodatkowe 1,5 miliona (po 125 tys. zł), a Mistrzostwo Europy gwarantuje premię w wysokości 1,7 bańki. Po 150 tysięcy złotych na głowę i uwielbienie kibiców po wsze czasy – jest o co grać.

Osobne premie otrzyma sztab szkoleniowy. Trener Mike Taylor premie za sukcesy zapisane ma w kontrakcie.

Kwoty niezłe, choć oczywiście daleko im do premii, jakie zgarnęli polscy piłkarze podczas zeszłorocznego Euro 2016. Za awans do ćwierćfinału, w którym dopiero po rzutach przegraliśmy z Portugalią, Polacy otrzymali w sumie około 8 milionów złotych do podziału dla zawodników. W tamtym przypadku funkcjonował jednak system punktowy, opracowany z resztą przez samych graczy (3pkt za pierwszą jedenastkę, 2pkt za wejście z ławki, 1pkt dla pozostałych). W efekcie premie zawodników wahały się między 160 tys. zł, a aż 500 tys. pln.

Czytaj także: Rozpoczynamy Eurobasket – na pierwszy ogień Słowenia!
fot.Andrzej Romański/PZKosz
Grzegorz Kordylas